Warszawa tak rozkopana, że do biura nie ma jak dojechać – remonty i wykopaliska na wszystkich głównych dojazdowych arteriach. Ja rozumiem konieczność remontów i modernizacji, ale może by tak – nie wiem – SKOŃCZYĆ jakiś remont, zanim zacznie się następny?… Na przykład, na początek zakopać tę wielką dziurę, która już chyba trzeci rok zieje obok dworca Warszawa Zachodnia i ludzie nie mają jak się przedrzeć z dworca do autobusu czy samochodu?
Jak nie stoimy w korkach, to głownie ostatnio skupiam się na przetrwaniu – przez te upały. Zasłaniamy okna i zgarniamy psy do domu – psy w liczbie mnogiej, bo sprawuję opiekę nad psicą mojej ciotki. W związku z czym pory karmienia wyglądają tak, że miski znajdują się po dwóch stronach pokoju albo tarasu, jak najdalej po przekątnej (jak chłodniej, to dziewczynki jedzą w plenerze, tak sobie życzą), a ja pośrodku – jak ONZ (tylko bardziej skuteczna). A najlepsze, że awantury wszczyna Mangusta – warczy na Mufkę, ale sama pakuje się do jej miski, sprawdzić, czy nie ma czegoś lepszego. Nie ma – dostają to samo, a mój Tadeusz Niejadeusz żre, aż furczy. Nie ma błagania pieska o zjedzenie chociaż kilku kąsków, chodzenia z miską na kolanach i podtykania pieseczkowi, który ucieka tyłem. Rąbie chrupki i pasztety i tylko się ogląda, czy tamta widzi i czy zazdrości. Takie słodkie stworzonko, a taka zadziora.
U sąsiadów pojawiły się wnuczęta na lato. Wnuczęta na oko początek podstawówki (albo koniec przedszkola – nie umiem oceniać wieku i odległości) i przejawiają aktywności typu – jeden kopie piłkę tak, żeby się odbijała od domu, a drugi w tym czasie gwiżdże gwizdkiem piłkarskim. Więc już jest fajnie – co pięć minut muszę zgarniać szalejące przy płocie psy. Jak dzieciulkom znudziło się kopanie i gwizdanie, to odkryli szopę na narzędzia z blachy falistej i pół godziny walili drzwiami (również z blachy falistej). W międzyczasie dwóch tatusiów skręcało im drewniany domek – wieżyczkę ze schodkami i drabinką – taki mini – Biskupin. Skręcenie tych kilku desek zajęło im prawie dwa tygodnie, więc chyba te dzieci nie wylosowały nadmiernie szczęśliwego losu w puli genów, zresztą zachowują się adekwatnie. Jeśli dodam, że ulubionym zajęciem dziadka (czyli naszego sąsiada) jest włączanie kosiarki spalinowej zawsze, ale to zawsze wtedy, kiedy przyjdą do nas goście i usiądziemy sobie na tarasie albo w altanie – to chyba rysuje się pewien wzorzec.
No i tak sobie spędzamy lato.
Przez te upały nie mam ochoty na oglądanie seriali, więc tylko kilka odcinków do przodu z „For All Mankind” jestem i chciałam zaznaczyć, że Siergiej (Adamczyk) jednak jest świnią.
Pojutrze ma być prawie czterdzieści stopni. Najwyraźniej Ziemia postanowiła się pozbyć ludzi przez upieczenie – może i słusznie, bo jesteśmy okropnymi pasożytami. Zamiast szanować, to kupujemy tonami plastikowe gówno z Temu, brudzimy, śmiecimy i hałasujemy.
A na dodatek wysyłają ostatnio po dwa alerty RCB dziennie – niedługo zaczną chyba ostrzegać o przecenie łopatki wieprzowej albo „UWAGA! Sprawdź termin kefirów i zsiadłego mleka w lodówce – spożycie nabiału po terminie grozi sraczką”. Ktoś tam się nieźle bawi w tym centrum.
Adamczyk w “For All Mankind” był nieustająco tematem żartów (człowiek, który został kosmonautą), bardzo ożywcze.
…i wyłysiał z tego wszystkiego!
Śmichy chichy, ale jednak troszkę z dumą. W końcu nasz człowiek u pana Appla zagrał – hitowy serial i prawdziwa rola, a nie jedno zdanie po rusku gdzieś na trzecim planie (nawet, jeśli świnię – to będę wypominać!).
też mam hałaśliwych sąsiadów 🙁 to jest masakra i coś bez nazwy. Zbieram kasę na siedlisko na wygwizdowie. mogę mieć wszędzie daleko, pod warunkiem, że nie będę miała sąsiadów.
Wnuczęta dają popalić, ale na co dzień nie jest aż tak tragicznie. Chociaż facet ma taką wadę, że lubi włączać głośne maszyny o osiemnastej, dziewiętnastej – jak człowiek przechodzi w tryb relaksacyjny. Mój mąż też lubi czasem puścić karszera albo frezarkę, ale pilnuję, żeby nie za późno i w ogóle.
Ale gdybym tak miała na co dzień i przez całe dnie, a nie w weekendy, to coś by mi się zalęgło.
no ten mój najbliższy sąsiad, zaraz za płotem amatorsko naprawia stare struple – auta. Na podwórku, garażu nie ma. Sprężarki, szlifierki, łupanie młotem, bluzgi, radyjko. Hobbystycznie, wiec po pracy, jak właśnie chciałabym wejść w tryb relaksu 🙁
kawałeczek dalej za płotem zaczęła się budowa domu, na szczęście niedużego, może szybko skończą ;(
Ja chciałam nieśmiało wspomnieć, że remontami w stolicy NARESZCIE zawiaduje baba, zresztą moja koleżanka z podstawówki, bardzo sensowna i z motorkiem w 4 literach. Sama nie kopie, bo pewnie jakby kopała, to już by dawno pokończyli. A dziury koło Zachodniego, to nie ma co zasypywać, bo przecież będzie tramwaj z Ochoty i jakoś to trzeba spiąć. A z autobusu dojście jest całkiem dobre, tyle że dołem. Znaczy od strony Włoch i Bemowa – dołem, od strony centrum wzdłuż biurowców wierzchem. Jak od samochodu, to nie wiem, bo tam jest zawsze piekło i szatani, nie próbowałam. Ale, od Tunelowej autem już jest od dawna wygodnie. To podziemie w ogóle jest ogromne, pod dworcem i są tam sklepy, a nie jak w metrze co 10 wynajęte.
Akurat wczoraj wyskoczył mi artykuł, że przywracają dwa pasy koło Dworca Zachodniego od dziś! Update: nie przywrócili 😉
Gratuluję koleżance i z całego serca życzę powodzenia, bo trochę zaczęło mi brakować ostatnio argumentów w dyskusji “Czaskoski zrobił z Warszawy kibel”, a coraz więcej ludzi przechodzi na ciemną stronę mocy, bo naprawdę, ile można chwilami? Który raz w ostatniej pięciolatce jest remontowany np. most Poniatowskiego i co z tego wynika? Ile jeszcze będą wiadukt na Paryskiej dłubali? Wyłączenia pasów z ruchu całymi kilometrami, na których nic się nie dzieje – w centrum miasta? Ktoś to w ogóle nadzoruje?
ADHD w budowlance może pomóc, ale może przeszkadzać. Planowanie jest ważniejsze, niż machanie łopatą. Robiłam w budowlance, to wiem.