Człowiek (ja) to czasem ma śmiałe plany i wyobrażenia i na przykład postanowiłam mieć porządek w lodówce. W tym celu zaopatrzyliśmy się w praktyczne i ładne pojemniki do przechowywania, szklane i plastikowe, z pokrywkami na klik albo zakręcanymi, wieczko z suwakiem, żeby był dostęp powietrza. I w ogóle.
W efekcie mamy:
– bałagan w lodówce mniej więcej podobny, tylko dodatkowo musimy upchać jedno – dwa pudełka z czymś w środku, oraz
– dodatkowy bałagan w szafce, gdzie są wszystkie pojemniki, bo jak zaczęliśmy je kupować, to się zrobiła niezła kolekcja.
Plus dodatkowe atrakcje, kiedy szuka się pokrywki do konkretnego pudełka, pokrywek w tym rozmiarze jest niby pięć, ale ŻADNA nie pasuje. Albo jak szukam szklanego pojemnika na masło, on jest zakleszczony w plastikowym pojemniku i próba rozdzielenia ich to jak rozszczepienie atomu (tylko Nobla za to nie przyznają). Albo owszem, wkładamy do pudełek różne rzeczy, po czym zapominamy i wyjmujemy po dwóch tygodniach (a tam nowy szczep penicyliny).
Porządek jest przereklamowany.
Chaos jest o wiele bardziej praktyczny.
Ale za to wymyśliłam postanowienie noworoczne, z gatunku REALISTYCZNYCH, nie żadne schudnąć, chodzić na siłownię i basen, no nie – szanujmy się. Otóż uwaga: Zamierzam odchudzić swoją torbę, która o mało nie wyrwała mi ramienia ze stawu na ostatnim wyjeździe. NIE WIEM, co ja w niej mam takiego – ale moja codzienna torba do pracy waży tyle, co worek cementu. A nawet nie mam w niej kombinerek czy młotka! A zdarzało się (pożyczałam koleżance, a później zapomniałam wyjąć). Wyłożę stół grubą folią i w gumowych rękawicach wywalę z niej wszystko i zinwentaryzuję. I zobaczę, czy NAPRAWDĘ muszę to ze sobą włóczyć – chyba jednak niekoniecznie, skoro nawet nie wiem, co tam mam, bo nie zaglądam.
O. Takie mam postanowienie. I czas do końca grudnia, hehe.
Muszę przetestować KSeF, chociaż coraz więcej czytam i słyszę opinii, że to jebnie.
Ale, jak to mówią – lost causes are the only ones worth fighting for – i nie wymyślił tego Churchill, tylko jakiś poeta. Tylko czy aby na pewno miał na myśli KSeF? Tego oczywiście się nie dowiemy.
A ja w ogóle nie nosze torebek, bo nie mam co tam nosić. Z reguly wychodzę z domu wyłącznie z telefonem, czasem kluczykiem do samochodu w kieszeni. Jak ide z psami, to saszeta na psie smaczki i kupoworki. Poza tym nie wiem, co miałabym tam nosić. Więc przestałam kupować torebki, bo używam ich bardzo rzadko, jak ide do teatru (i to tylko wtedy jak mam na sobie ubranie bez kieszeni).
Więc koniecznie zrób tę inwentaryzację, bo jestem ciekawa. Pamiętam, że Chmielewska przeważnie miała ciekawe rzeczy w torebkach 🙂
U mnie rolę takiej torebki przejęło auto. Karma dla półdzikich kotów na wieś, smaczki dla psów (znajomych, spotykanych na spacerach, bo niestetynie mam swoich), teraz worek 10 kg karmy dla ptaków, no bo jak to iść do lasu na spacer tak z pustymi rękami. Teraz też łopata, hamak na lato, bo przecież może zechcę gdzieś uczepić i poleżeć i oczywiście akcesoria samochodowe typu srebrna taśma, odmrażacze, apteczka mało ustępująca zawartością torbie ratownika medycznego, wiklinowy koszyk (przecież gdzieś mogę spotkać grzyby 😵💫), kijki trekingowe itd.
Jeżdżę małym autem.
Zamiast torebki często noszę mały plecak i tam też są smaczki dla psów i kotów odpowiednio oraz torebeczka karmy dla ptaków. Zdarza się też sekator.
Właśnie- moje koleżanki noszą torebki. A ja torby. Też przydałaby się inwentaryzacja.
Ja po raz pierwszy w życiu uczyniłam postanowienie noworoczne – będę nosić na co dzień więcej biżuterii, tzn. np. kolczyki i pierścionek. Łatwe i przyjemne. Ale porządek w torbie – podziwiam.
O, ja mogłabym też, mam dużo biżuterii w szufladach.