O SERNIKU – CIĄG DALSZY

No więc z tym sernikiem to grubsza impreza jest.

Dawno dawno temu byliśmy w Kraju Basków – w Zarautz i San Sebastian. Głównie włóczyliśmy się po knajpach i jedliśmy, wiadomo – tam się nie można oderwać od jedzenia, a zwłaszcza od pintxos. No i w San Sebastian poszliśmy na obiad do restauracyjki, którą wybrał N. Do dziś pamiętam grzyby i karczochy które zamówiłam, bo to było po prostu zjawisko prawie pozaziemskie – zwłaszcza karczochy, bo grzyby się nauczyłam robić podobne (z surowym żółtkiem, jak tatar). 

Na tym lunchu byliśmy dość wcześnie, ludzi było mało i cały czas wyłaził do nas z kuchni SZEF. Młody, miły, przyniósł na dzień dobry talerz fikuśnych przystawek w prezencie (rożki z serkiem i anchois! Też pamiętam do dziś), piętnaście razy był zapytać czy nam smakuje, a na do widzenia wręczył nam DVD z filmikami – przepisami na swoje przystawki i dwa ciasta. Sernik i tarta z jabłkiem. 

I teraz N., jak mu powiedziałam o baskijskim serniku i pokazałam w internetach, kazał mi znaleźć to DVD. Szukałam dwa dni, ale znalazłam i niosę mu dumna jak pies wyżeł zastrzeloną kaczkę, a on mi podsuwa pod nos, żebym przeczytała nazwę restauracji, w której byliśmy. Nazywała się La Vina – tak, TA La Vina, ojczyzna sernika. I JA TE SERNIKI PAMIĘTAM – całe półki obstawione formami z przypalonym ciastem i jeszcze kilka na kredensie w sali restauracyjnej. A ten miły szef, który do nas wybiegał z kuchni, nazywa się Santiago Rivera i jest TATUSIEM tego sernika, który nagle zrobił oszałamiającą karierę.

No więc chyba kwestię sernika mamy jakby rozstrzygniętą.

I tak, zgadzam się, że to co sprzedają w wiaderkach to nie jest żaden TWARÓG, tylko jakaś woda z gipsem dla niepoznaki podlana serwatką. Kilka razy robiłam sernik na twarogu z wiaderka i ani razu nie wyszedł smaczny, nawet na tym niby najlepszym z Wielunia. 

Zatem ahoj przygodo. Jak mi się ZNOWU tortownica rozwali po pierwszym użyciu, to nie wiem, chyba w końcu zwariuję albo kogoś porąbię na kawałki. Mam już kilkoro kandydatów.

5 Replies to “O SERNIKU – CIĄG DALSZY”

  1. DZIĘKI za trop do sernika. nie wiem, jak wierny jest mój baskijskiemu ale jest absolutnie rewelacyjny! Boszeńku jest tak łatwy i w dodatku można go „przypalić” i bez motania ze spodem a mlaskaniu nie ma końca. Wśród ciast (a nie lubię ciast piec, bo to ani w trakcie spróbować i skorygować, ani przerobić w razie klęski na jednogarnkowe danie z makaronem) bezapelacyjnie numer jeden u mnie, zaraz po nim potrójnie śliwkowy mazurek. dygam wdzięcznością.

  2. Pierwszy raz zajrzałam do Twojego bloga i wciągnął mnie niestety maksymalnie😉 Niestety, bo zamiast np. zrobić coś pożytecznego, czyli prasowanie sterty obrusów i pościeli poświątecznej po gościach, leżę na kanapie i czytam.
    A to przez sernik, który uwielbiam, choć najbardziej w postaci bezciastowej, czyli wiedeńskiej. W naszym domu specjalistką od sernika wiedeńskiego jest najmłodsza córka – sernik nazywa się w starej książce kucharskiej Sernik Ali. Żeby było zabawniej, to nie piecze go Ala tylko Hania, więc gdy nim częstujemy gości, mówiąc o nazwie, zawsze musimy doprecyzować kto go robił 😁Wychodzi świetny, po latach prób i błędów. Na cześć tego sernika, żeby się w tym roku udał, mój mąż, co prawda za pomocą zięcia, zakupił nową żarówkę do piekarnika.
    Błagam jeśli znajdziesz czas napisz proszę, czy sernik baskijski, który zrobiłaś, był warty poświęconego mu czasu. Chodzi bowiem za mną od dawna, tylko nie wiem, czy jest na tyle wyjątkowy, aby zdradzić dla niego stary, sprawdzony sernik Ali.

  3. o proszę, wygooglałam to cudo, i okazuje się, że moja mama ten baskijski sernik piecze odkąd pamiętam, na wszystkie możliwe święta 🙂 tak samo zjarany ma wierzch. I chyba w prodiżu go piecze w ogóle. Ciekawostka.
    Ja od lat testuję „serniki” wegańskie- i szukam najlepszego. Aktualnie na tapecie ten z bloga Jadłonomia, jogurtowy [na jogurtach sojowych waniliowych z Lidla]- wiadomo, że to nie to samo, no bo jednak bez sera :o) ale jest pyszny i uwielbiam go! Bardzo polecam jak ktoś chce gości zaskoczyć, albo ma w gronie wegan.

  4. Serniki to w ogóle jest niewdzięczna konkurencja sportowa. Jadłam pyszny u koleżanki, dała mi przepis, wyszedł nawet jeszcze lepszy. Za pierwszym razem. Bo za drugim – z dokładnie tego samego i tak samo od a do z – wyszło mi coś takiego, że gdyby nie fakt, że mieszkam sama i dobrze zamykam drzwi na noc, byłabym pewna, że ktoś go zeżarł i zwrócił do foremki. Spód sernika mi częściowo wypłynął na wierzch! Żenująca paciaja.

Skomentuj nuxy Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*