O TYM, ŻE BYWA NERWOWO

Pozamiatało mnie ostatnio zdrowotnie, może COVID, a może stres. Bo ze stresem to jest tak, że sobie człowiek jakoś daje radę, do momentu kiedy przestanie sobie dawać radę i zaczyna się sypać. No to się trochę posypałam. Po prostu za dużo tego wszystkiego się wydarzyło naraz.

Natomiast w związku z pewnym splotem wydarzeń i okoliczności wylądowałam na zakupach w Lidlu (Lidrze – jak podsłuchała kiedyś moja koleżanka jedną panią). Nie byłam ze sto lat i kompletnie nie mogłam się odnaleźć, ale kobieca intuicja zaprowadziła mnie jak po sznurku w jedno miejsce – pod półkę z prażynkami krewetkowymi PIKANTNYMI. I jak je zaczęłam jeść, tak nie mogę przestać – co prawda wypalają mi śluzówkę w pysku, ale za to koją duszę. A bez czegoś na ukojenie duszy to ja daleko nie zajadę, chociaż NAPRAWDĘ staram się nie czytać informacji bieżących, co ta ludzka spierdolina która nami rządzi wymyśliła nowego. 

Więc jem te prażynki i cieszę się, że jest ciepło i nawet wczoraj starałam się zrobić zdjęcie naszej pajęczycy na oknie, która zabierała się za posiłek. Jest ogromna, ale na szczęście po zewnętrznej stronie okna i dlatego mogę ją lubić i kibicować. Za to u Zebry mają trzy pająki krzyżaki na oknach w domu W ŚRODKU, a ona i tak je lubi, bo wyłapują muszki owocówki. I opowiadała mi ostatnio, że jak coś złapią i zaczynają owijać, to ona woła dziecko, żeby sobie popatrzyło. MATKO JEDYNA, zawsze wiedziałam że mam siostrę psychopatkę (w końcu znam ją od urodzenia), ale teraz wciąga w to DZIECKO małoletnie – nie wiem, czy nie powinnam interweniować.

Aaa, no i znalazłam świetny sklep, w którym mają prześliczne, kolorowe kości do gry z przezroczystego akrylu. I teraz mogę wieczorami uprawiać hazard, ile dusza zapragnie, bo ile się można garbić nad serialami (tym bardziej, że Good Fight się chyba skończyło). 

Drzewa musimy posadzić na miejscu tych wyciętych, bo to też mnie dobija.

PS. Zapomniałabym! Otóż ostatnio musiałam wyprasować N. koszulę – PRAWIE ZAPOMNIAŁAM, jak się to robi! Dobrze, że żelazko nie zardzewiało. Wcale się nie stęskniłam za prasowaniem, muszę przyznać.

6 Replies to “O TYM, ŻE BYWA NERWOWO”

  1. Ja mam na działce tygrzyki i krzyżaki pomarańczowe śliczności 😁 dziecko kocha wszelkie formy żywe i chce do domu, 2 koty go nie satysfakcjonują, mamy też liczne stada gąsiennic rusałki pawika na pokrzywach, pająków w domu brak obecnie, spoeadycznoe pojawiające się kątniki zżerają koty tak więc ten tego… natura wokół nas

  2. Nasz samochodowy pająk zza zewnętrznego lusterka był w II połowie sierpnia z nami na Warmii, Półwyspie Helskim (odwiedził dalekich kuzynów na kempingu, których tam od groma), zawieźliśmy go nawet do Malborka, chociaż nie wiem, czy to krzyżak, bo dość nieśmiały i chowa się, gdy włączam wieczorem latarkę.
    W Malborku zaskoczył nas kot. Siedział sobie niewzruszenie na schodach przed kasami, ale to chyba jakiś specjalny kot, bo był cały biały i miał czarną plamę na plecach :O Może ich tam jakoś specjalnie selekcjonują lub to jakiś komtur.
    Bardzo podoba mi się wychowanie dziecka Zebry 😉 Mam podobnie, nie cackam się ze swoimi i staram się pokazać świat przyrody, jakim jest. Zresztą, Młody od jakiegoś czasu czyta Kinga itp., więc co tam świat przyrody i jego prawa…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*