O TYGODNIU, KTÓRY PRZECZOŁGAŁ

OTÓŻ.

Otóż cały tydzień zupełnie do wyrzucenia na biokompost, bo pies na zmianę chorował i był badany. A jak piesek się źle czuje, to ja funkcjonuję w trybie jakiegoś odłączenia od rzeczywistości i np. wieczorami czytałam książkę Mary Roach i nie rozumiałam ANI SŁOWA. A jednego dnia jak jechaliśmy do biura dostałam w samochodzie choroby lokomocyjnej – i to jakiej! (No – nie porzygałam się, ale PRAWIE, za to o mało nie zemdlałam). Do końca dnia mnie kołowało, a wszystko przez nową wodę toaletową N. I sprawdzam sobie w guglu kilka dni później, a tam – nadwrażliwość na zapachy to jeden z objawów depresji.

No cudownie po prostu. 

Jedyne co mi się przydarzyło w tym tygodniu kolorowego, to przepiękny pokrowiec na laptopa z kolekcji Frida Kahlo z „Medicine”. Ciuchy w tej kolekcji też mają bardzo ładne, ale jakoś się nie odważyłam na nic konkretnego (bo głównie czerwienie i pomarańcze, a ciepłe kolory nie są dla mnie), natomiast jak zobaczyłam ten pokrowiec, to MUSIAŁAM. Laptop, w przeciwieństwie do mnie, we wszystkich kolorach wygląda dobrze. I szczupło. 

A no i bym przecież zapomniała – NARESZCIE odkryłam serial z tempem, niedrewnianymi aktorami i doprawiony szaleństwem. Nazywa się „9-1-1” , jest o służbach ratunkowych i zaczyna jak u Hitchcocka – naprawdę grubą akcją. A gra Nate Fisher (świetnie się trzyma – nic się nie zmienił!) i Angela Bassett, jak zwykle posągowo piękna, tym razem w mundurze policjantki (ale ona ma figurę). Pierwszy sezon (niestety, tylko 10 odcinków) wciągnęłam nie wiadomo kiedy i jestem absolutnie zakochana, tylko mam problem z pierwszym miejscem na podium, jeśli chodzi o przypadki ratownicze. Nie wiem, czy złoty medal wręczyłabym za (UWAGA SPOILER!) akcję wyciągania tasiemca z tyłka, czy za próbę reanimacji (UWAGA KOLEJNY SPOILER) pana usmażonego na łóżku do opalania. Usmażonego do stanu „well done”, nie żaden tam „rare” albo „medium”, o nie.

Nareszcie coś soczystego, a nie ten dupowaty Amsterdam, gdzie wszyscy zamiast mówić – intymnie szepczą przez zaciśnięte gardła, bo są tak wzruszeni własną dobrocią i pozytywnością, i co chwilę padają sobie w objęcia i nieomalże zaczepiają obcych ludzi na ulicy i oferują im własne narządy do przeszczepu, tacy są szlachetni. A IĆ PAN W CHOLERĘ. 

(No dobra, ta blondynka co odbiera telefony mnie nieco wkurwiała, ale może dlatego że nie przepadam za tą aktorką – ona zawsze gra takie wyciszone, strasznie dobre dziumdzie).

I jak wczoraj spadł ten cholerny śnieg (leży do dziś), to tylko było UKORONOWANIE tego jakże męczącego tygodnia. Nawet nie miałam siły przeklinać. Nadal nie mam. HALO! Żądam powrotu dosadnego słownictwa! Przecież wylewu w trzy i pół minuty dostanę, jak sobie nie będę mogła pokurwować czytając najnowsze wiadomości.

18 Replies to “O TYGODNIU, KTÓRY PRZECZOŁGAŁ”

  1. Piesek chory? u nas tez 🙁 biegunka i wymioty. powoli wychodzimy. Z seriali „Looking for Alaska”, strasznie mądra, a rzekłabym, epicka 🙂 ta młodzież

    • Mnie też ☺️ A pytanie „jak mogę ci pomóc” przysposobiłam do swojego słownika. Nieźle zamyka buzię malkontentom 😁😎
      Niedawno ruszył kolejny sezon i Max wypuścił w miasto kurierów z oxy 😂

  2. O, 9-1-1 to kozak 😎 Czeka Cię jeszcze wiele dobrego, m.in. rozbłysk słoneczny i tsunami 😁 ale po drodze wiele innych, ciekawych rzeczy, dzięki czemu może zapomnisz o tym spojlerze i mi wybaczysz, ale nie mogłam się powstrzymać 😉
    Zdrówka dla piesełka. Ja mam w domu Garfielda i Nermala. Kotka jest pierwszym, a kocur tym drugim 😎

    • Nieźle, nieźle.
      Tsunami to nawet w „Designated Survivor” było – a odcinki o trzęsieniu ziemi mnie paradoksalnie nieco wynudziły.
      Och, wokół zdrowia piesełka to się ostatnio kręci cały dom i praca zarobkowa. NIe dziękuję, żeby nie zapeszyć.

  3. Hmmmm… nadwrażliwość na zapachy przy depresji, powiadasz… Mnie z tej depresyjnej przypadłości szybciutko wyleczył covid, nie było to miłe doświadczenie, ale przeszłam go bez tragedii, tyle że do dziś mam upośledzony węch, co bywa problemem szczególnie w piątki ( nie z powodu postny śledź, bo nie celebruję, ale za to zajmuję się wnuczkiem, sprytnym dwulatkiem, uparcie ignorującym takie osiągnięcia cywilizacji, jak nocnik…) No tak, ale g…wniany temat do rozmowy sobie znalazłam. Ale jaka sytuacja, takie tematy.

    • No tak. W drugą stronę też niedobrze.
      A jeśli chodzi o kupy, to ZNOWU mam całą serię zdjęć w telefonie do pokazywania u weterynarza. Szkoda że nie jestem celebrytką i moje zdjęcia z telefonu nie wyciekły do internetu – ale by było na Pudlu! HO HO.

    • Firefly Lane pani zaczęła, bo obie aktorki główne lubię, ale coś mnie odciągnęło. Ale wrócę.

      No nie, TAKIEGO drugiego jak „Rescue Me” to nie będzie, nie łudźmy się. To nie ta liga zupełnie. Ale 9-1-1 zupełnie przyzwoity.

      • Residenta pierwszy sezon mam zaliczony, Night Shift jakoś nie zażarła (ma taką manierę tych nowych seriali, co mnie denerwuje). Core Black i Lone Star idą na listę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*