O NARESZCIE PIĘKNEJ AURZE

W końcu jest miło. Odpaliłam klapki i opalam nogi na tarasie, nareszcie się czuję jak homo sapiens, a nie podgatunek jakiegoś grzyba naściennego z zakamarków sutereny. Jednak trochę witaminy D czyni cuda.

Żeby mnie nie rozerwało ze szczęścia, to dziś znowu walnęłam się o kant biurka i tym sposobem mój PRAWIE wyleczony siniak na udzie pięknie się odnowił. Nadziewam się na to biurko co najmniej raz na tydzień, na pewno podświadomość chce mi coś przekazać (żebym nie siedziała przy biurku, tylko uciekła z taborem cygańskim i śpiewała romanse w powłóczystych spódnicach do ziemi). Siniak jest przepiękny, wypukły i wielobarwny, smaruję go żelem, ale chyba zostanie na dłużej. 

N. niby jest, chwilowo nie wyjechał, ale kontakty mamy utrudnione, bo w pracy biega z wywieszonym jęzorem, a w domu wykazuje się w ogrodnictwie. Szaleje po krzakach, strzyże trawę albo ryje w ziemi, jakby dostał cynk, że pod naszym płotem zakopany jest złoty pociąg. Ja nie wiem, jak tak można żyć, w ogóle się nie opierdalając. 

Pies się do mnie nie odzywa, gdyż znalazła w ogródku coś strasznie śmierdzącego i zeżarła, a ja PODŁA wypsikałam jej pysk specjalnym sprejem do pyska dla psów. Dlaczego, DLACZEGO nasze ukochane psy są najszczęśliwsze, kiedy śmierdzą? (W sumie faceci też – cygarami, wódą, czosnkiem i przynętą na ryby).

A teraz bardzo przepraszam, ale muszę się oddalić – przynieść N. słoik i kartkę papieru, żeby zdesufitował pająka (nieduży, ale włochaty, fuj).

15 Replies to “O NARESZCIE PIĘKNEJ AURZE”

  1. Upały dopadły mnie w Monachium. Akurat trafił mi się hotel bez klimy (!!!), a u klienta w fabryce tez klimy nie było (!!!). Do domu wróciłam cała w potówkach i ugotowana na twardo.

    • Ja klimy nie kocham za bardzo, ale w pewnych okolicznościach jednak bez klimy ani rusz.
      N. mnie kiedyś chciał udusić, że wynajęłam w Madrycie apartament bez klimy. W sierpniu, 40 stopni upału w dzień i 28 w nocy. Prawie nie spaliśmy.

  2. Próbowałaś Uzarinem smarować? Ja jako łamaga życiowa, bez Uzarinu się nie ruszam 🙂 najlepiej trzymać w lodówce. Zainteresowałaś mnie tematem odświeżacza, bo beagle to naprawdę mają fantazje w tej kwestii. Czy obserwowanie z hamaczka jak bawią się dzieci to już opierd… czy jednak praca? 😉

  3. To Ty masz chyba w domu atmosferę podobną do mojego… Tylko ja się zastanawiam, jak on może wytrzymać ZE MNĄ, najczęściej zwisającą z fotela w pozie niedbałej, kiedy sam bez przerwy coś skleja, przedłuża, skraca, tnie… ja się zrywam godzinę przed zmrokiem, pokręcę się tu i tam, po czym zalegam znowu.
    A też masz tak, że kiedy chłop w domu to próbujesz poudawać, że jesteś bardzo zajęta? A kiedy wyjeżdża to już fotel i książka bez wyrzutów sumienia? I zrywasz się kwadrans przed jego wejściem, żeby się dla pozoru pokrzątać trochę? Bo mi jest trochę głupio, że jestem takim najaranym misiem koala, mieszkającym z wiewiórką na koksie… Chociaż z drugiej strony on ma nadciśnienie a ja ciśnienie na poziomie zwłok.

    • Ja już nawet nie udaję, nie chce mi się. I owszem, ciśnienie mam niskie – tak się będę tłumaczyć, NIC NA TO NIE PORADZĘ.
      N. ma podręcznikowe ciśnienie, więc ten energetyczny pierdolec widocznie od czegoś innego. Albo po prostu świat lubi, kiedy jest równowaga.

      • Dziewczyny, ja tez mam średni 60/80, albo odwrotnie, brak koncentracji, tak do około 14:00. Potem dostaję speedu i wszystkich opierdalam, że ja tu pracuje, a oni lezą! No! Bo to jest na dodatek prawda.

  4. Wczoraj był uroczy dzień! Najpierw rano moja noga zaliczyła zbyt bliskie spotkanie ze stołem, co skończyło się przecięciem skóry i imponującym sińcem (piękna aura ma jeden skutek uboczny- mniej warstw ochronnych na ciele), następnie w sklepie Pan wjechał we mnie wózkiem, potem obtarły mnie buty (sandały!), a na koniec spuściłam sobie na stopę pełną wody szklaną karafkę… mąż wieczorem zastanawiał się, czy to wystarczające dowody na mój brak samodzielności i nieprzystosowanie do świata i czy jednak zakład zamknięty nie byłby najlepszym wyjściem;).
    Także łącze się w bólu (oraz żelach i altacetach;))

  5. Skórka od banana na śliniaki podobno dobra , przyłożyć tą srodkowa stroną i podtrzymać jakiś czas , można sobie przykleić papierową taśmą np
    A z tym uderzeniem to tak mam z małym paluszkiem u lewej nogi jak już przestaje boleć wtedy łups i znowu wiem po co go mam haha

    • O! To, to! ja tak mam z najmniejszym palcem prawej nogi, jak już nic się nie dzieje, to ja mu łup przypierdzielę w łóżko i ma „chłopak” przerąbane, tzn. złamane. Ale to nie moja wina.

Pozostaw odpowiedź Barbarella Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*