O MYSZY (GŁÓWNIE)

Śnieg pada. Gdzie moje valium!

Chociaż po co mi valium, i tak niewiele widzę na oczy, GDYŻ tak się składa, że Szczypawka w nocy co godzinę nas budzi. Żeby z nią zejść do garażu i pobawić się z myszką.

Myszka jest urocza, szara i biega po narzędziach N. – wczoraj ją widziałam (na trzeźwo, żeby nie było!) (chociaż podobno myszy w pijackich omamach są dopiero na czwartym miejscu pod względem częstości widywania, po kotach, psach i wężach).

Wpadła Zebra oddać mi talerz i pożyczyć syfon do śmietany i chwilę pogadałyśmy o tym, jak ostatnio o wszystkim zapominamy. Na przykład, ja zupełnie zapomniałam że miała mój talerz. A ona zapomniała, co ma dla mnie na Gwiazdkę, więc obie będziemy miały niespodziankę. 

A w Biedronce jest festiwal masła – popieram, a nie tylko te karpie i karpie. Kto by jadł karpia, jak jest masło? Od dawna mnie bawią przekazywane sekretne przepisy JAK ZROBIĆ KARPIA ŻEBY GO NIE BYŁO CZUĆ KARPIEM – te różne wybiegi: moczyć, zapiekać, obsypywać przyprawami. I w ogóle przepisy na rybę i komentarze pod nimi „Pyszna rybka, w ogóle rybką nie czuć!” – no jasne, w panierce na dwa palce i przywalona zapieczonym żółtym serem. Najgorsza tortura wigilijna z dzieciństwa to było „Zjedz karpika, bo nie będzie prezentów!”. Dobrze, że jestem już stara i nic nie muszę, a karp niech żyje zdrowo i się do mnie nie zbliża. Co innego śledzie (biedne śledzie!…).

Czy ja dla tej myszy w garażu też mam kupować prezent? Co mówią zasady sawuarwiwru o takich sytuacjach?

8 Replies to “O MYSZY (GŁÓWNIE)”

  1. U nas wczoraj spadl snieg i niestety utrzymal sie do rana, jak wychodzilam z domu. FUJ!!!!
    A myszy sypnij jakichs ziarenek, albo zrób kokardke z sera 🙂

  2. Ja bym tej myszy coś jednak kupiła na Gwiazdkę… W końcu można ją już uznać za domownika, nie? A może akurat w Wigilię przemówi? Nie ma jej co drażnić…
    W którymś wcześniejszym wpisie było o leczeniu przeziębienia wódką. Przez faceta. To mi co nieco wyjaśniło: mój Pi był nieustająco przeziębiony tej jesieni. Za mało tej wódki przyjmował, czy co?
    Niech żyje wolność: nie będzie karpia w tym roku!

  3. Jak ja lubię takie podejście to fauny. Miałem przed laty mysią rodzinę, która wprowadziła się na zimę do lokum za szafkami kuchennymi. Zorientowałem się, gdy wrzucone do kubła śmieci w tajemniczy sposób z niego wyłaziły. W końcu juz tak byliśmy zaprzyjaźnieni, że uciekały do dziury w ściance bez pośpiechu. Raz młodszemu pokoleniu musiałem dupkę podsadzić, bo nie dosięgało. Gdy w biurze opowiadałem o moich lokatorach, widzałem tylko wielkie oczy pełne strachu i rady gdzie mam kupić ‚humanitarne’ (raczej mysianitarne) pułapki na myszy. Na wiosnę rodzina się wyprowadziła, a wkrótce i ja. Pozdrawiam i współczuję śniegu.

    • Trzeci sezon mam w letnim domku panią Myszę, w różnych miejscach zostawiam jej pestki dyni i chlebki ryżowe, zirytowałam się tylko raz, jak w ferworze konsumpcji napoczęła przewód do tostera i spowodowała ( niewielkie ) zwarcie. A przed Świętami zawożę Jej paczuszkę suszu na kompot, uprzednio wybierając śliwki, których nie lubi , a ja – i owszem. Ostatnio odnalazłam zaginioną skarpetę, starannie posiekaną i upchniętą w rondelku – aż się zastanawiam, czy się nam rodzina przypadkiem nie powiększy 😀

Pozostaw odpowiedź Zuzanka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*