O TYM ŻE OWSZEM, WYSKOCZYLIŚMY NA CHWILĘ

Na Mazurach byliśmy, wszystkie trzy sztuki (jedna z ogonem).

Koleżanka wynajęła bardzo klimatyczny domek nad samym jeziorem i kategorycznie kazała nam przyjechać chociaż na kilka dni (pewnie wiele razy tego żałowała, zwłaszcza jak N. organizował pobyt w stylu obozu wojskowego). Domek naprawdę klimatyczny, z serii tych ze straszliwie skrzypiącymi schodami na górę do sypialni – nie ma siły, żeby ktoś szedł w nocy siusiu i nie obudził wszystkich. A raczej chodziliśmy – nie wspominając o Szczypawki sraczce jednej nocy, no ale jak się zajada wszystko to co pańcie – ryby, frytki, lody – to jest to wydarzenie z gatunku samosprawdzająca się przepowiednia.

N. z koleżanki mężem chodzili na ryby – wpół do piątej rano. CICHUTKO wstawali i CICHUTKO wychodzili z tekstem „Masz tu pieska”. Po czym piesek dostawał korby, biegał po pokoju, skrobał w drzwi, wylatywał na balkon – dopóki nie wstałam i nie wyszłam z nią tam, gdzie mogła się gapić na pomost. Czyli raczej nie pospałam.

Jak szliśmy na pomost, to było wspaniale – siadałam sobie dyndając nogami w wodzie, nawet książka była niepotrzebna, gapienie w wodę jest niesamowicie odprężające. To znaczy – BYŁOBY. Bo piesek miał korbę – tu ważki, tu żaba, tu rybki pływają (niesamowicie przejrzysta woda), tam złapali okonia i biegła go zagryźć… Raz mi spierdzieliła i pobiegła szukać kota, który ją prowokował (TAK, PROWOKOWAŁ JĄ, jak widział że jest na smyczy) i koleżanka powiedziała, że miło że całej wsi oznajmiłam, że są nowi najemcy i jak piesek ma na imię. Phi, wcale się tak nie darłam, tylko po wodzie się bardzo głos niesie i to dlatego.

Czyli głównie miałam na głowie pieska, który dostawał korby.

Najgorsze jest to, że oni faktycznie ŁAPALI te ryby (bo mieli wykupione pozwolenie i musieli sobie odbić) i chociaż prosiłam, żeby wypuszczali, to ciągle w wiaderku przy balkonie moczyły się srebrne zwłoki i trzeba je było smażyć. Jakby nie mogli pić wódki na tych rybach, jak wszyscy! No dobrze, bardzo były smaczne, ale jakoś tak smutno. A i tak najwięcej złapała moja koleżanka, bo odnalazła swoje powołanie – na bacik i kanapkę – i grozi, że zapisze się do związku wędkarskiego (jak ona się zapisze do związku wędkarskiego, to zaraz go rozrusza, zreformuje i związek wędkarski stanie się najpotężniejszą organizacją w Polsce, tak na marginesie).

Pierwszego dnia sprowadziłam burze i deszcze i prawie chcieli mnie spakować w tobołek i odesłać PKS-em do domu. Na całe szczęście, wszyscy się upiliśmy i nie miał mnie kto odstawić na przystanek. Kibicowaliśmy też załodze żaglóweczki, która do ostatniej chwili lekce sobie ważyła czarne chmury i pomruki i kiedy zaczęli spierdzielać, było już za późno. Będą mieli co opowiadać całymi latami, bo chyba nawet wątroby mieli mokre – tak lało.

W wolnych chwilach pomiędzy psią korbą, łapaniem i smażeniem przeczytałam „Piaskową górę” – no nie pamiętam, kiedy ostatnio jakaś Nike tak bardzo mi się spodobała. Dobrze, że w Tezeuszu mieli od razu „Chmurdalia”, to nie muszę się rozstawać z bohaterkami.

A Piątnica jest jedynym miastem w Polsce, które ma w herbie nietoperza! No wiedzieli Państwo takie rzeczy? Z Piątnicy zwykle interesował mnie kefir i masło, a tu ci masz – nietoperz.

 

8 Replies to “O TYM ŻE OWSZEM, WYSKOCZYLIŚMY NA CHWILĘ”

  1. Co tam nietoperz!
    Sprawdź, ile miast ma w herbie smoka 🙂
    Chyba już to pisałam, ale dawno. Mnie w jednym schronisku kot zjadł kiszonego ogórka
    i chciał jeszcze, koneser!

  2. Na następnego psa polecam labradora, żelazny żołądek. Sraczkę miał może 5 razy w ciągu 10 lat. A je wszystko, poza surową cebulą i oliwkami. Kiszoniaki zapija mlekiem i nic! Testowałam z ciekawości 😀

  3. Tak, gapienie sie na wode jest mega! Uwielbiam.
    Ale co ludzie widza w tym lapaniu ryb… brrrr. Ja bym pewnie zemdlala, jakbym wyciagnela taka bidule z hakiem wbitym w paszcze. To chyba jakies pierwotne instynkty musza byc, polowanie na pozywienie dla rodziny (i piesków of kors) czy cós. „Baska, mam szcupaka, dociagniem do pierwszego!” 😉

    Czy kot przezyl? (ten co prowokowal) czy raczej juz uzyznia mazurska glebe?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*