O LUKSUSIE WSTAWANIA O PIĄTEJ

 

No bo dziś to luksus – dopiero o piątej pobudka. To znaczy, nie licząc tych dwóch spacerów w nocy (mówiłam – nie karm psa tak późno? Mówiłam. Karmił? Karmił, więc reklamacji nie uwzględnia się). O piątej rano to już jest prawie środek dnia i nie ma o co kopii kruszyć, serwowanie psiego śniadania też było znacznie znośniejsze.

W międzyczasie w naszym życiu prywatnym i zawodowym pojawił się nowy podmiot liryczny pod tytułem WARSZTAT, czyli kolejne miejsce, do którego N. urywa się z domu i znika na całe godziny. W sobotę jak „na chwilę zajrzał do warsztatu”, to rosół się zdążył ugotować, i to bardzo zacny – po wyjęciu z lodówki zrobiła się z niego taka fest galareta, że można mu dawać klapsy, jakby człowiek się poczuł w figlarnym nastroju i nieco sadomaso.

Pozostając w klimatach rozpustnych – kupiłam perełki zapachowe do prania, nie ukrywam, że dlatego, że reklamowała je Amy Sedaris, którą bardzo lubię, jak również jej brata Davida. Najpierw różowe i niebieskie i jestem z nich zadowolona, chociaż za każdym, każdziusieńkim razem rozsypują mi się na pół łazienki i chodzę w kucki i je zbieram, ale dobra. A ostatnio dokupiłam trzeci zapach, ze złotą nakrętką, który obiecywał mi, że aromat mojego prania będzie LAVISH. POnieważ przez całe moje potargane życie chciałam się poczuć jak lavish person, to oczywiście nasypałam tych złotych perełek (rytualnie zbierając część z podłogi) i co? BRZOSKWINIA. Normalnie pranie mi pachnie brzoskwiniami! Nie, żebym się czepiała brzoskwiń jako takich, ale one doprawdy w dzisiejszych czasach są takie LAVISH?… Oczekiwałam czegoś bardziej, no nie wiem… Jak dawne „Opium” albo „Shalimar”, bardziej takie miałam mniemanie o zapachu rozpusty (bo nie wiem, jak pachnie kokaina, BO NIKT MI NIE CHCE KUPIĆ) – a tu brzoskwinie.

Co do Marian Keyes, to pierwsza część książki rozbudza nadzieje, których druga nie spełnia. Druga część jest taka… miałka, może dlatego, że dzieje się w Nowym Jorku, a zakończenie to już najzwyklejszy Harlekin. Zupełnie, jakby książkę pisały dwie osoby, albo druga część została napisana po dłuższym czasie (i to w pośpiechu).

No to teraz „Crosstalk”, a w tle po kawałeczku „Wszechświaty równoległe” Michio Kaku. Facet jest absolutnym geniuszem, nareszcie ktoś przystępnie wyjaśnia paradoksy związane z newtonowską teorią budowy Wszechświata albo teorię strun.

Za co się przebieracie na Halloween? (Ja za zrównoważoną, rozsądną osobę – NIKT MNIE NIE POZNA).

22 Replies to “O LUKSUSIE WSTAWANIA O PIĄTEJ”

  1. Wampi zaraz dostanie klapsa, jak mój zsiądnięty rosół! Proszę nie wodzić na pokuszenie niewiast, te pierwsze są absolutnie przepiękne, ale niestety mam podobne, a w dodatku kupiłam dopiero co granatowe botki FLY. APAGE KUSICIELKO!…

    Kate Atkinson WIEM, że wyszła nowa, i już bym zamówiła, ale czekałam na „Sekrety Twin Peaks”, żeby już zamówić wszystko razem, bo miały wyjść jakoś po 20 października, a te ciule niedomyte przeniosły premierę na koniec listopada! I cały misterny plan fpizdu!!!

    • Moja Droga (… ja CIę kocham lalala), ale jednak jesteś zbokiem, skoro wolisz dac mi klapsa zamiast kupic sobie na zapas takie same, albo podobne cudne buciki :p.
      Nawet powinnaś, bo ja się kurde w nich nie utrzymam.

      PS. Swoją drogą będę opowiadać o klapsach w rosół jako moją perwersję mojemu APTEKARZOWI (mogę? pliiiiiis). Jakoś w końcu musze go uwieść i uprowadzić.
      pa :*

  2. Ja się przebiorę za Kobietę Która Lubi Rano Wstawać Zwłaszcza do Pracy Gdyż w Domu Nie Ma Nic Ciekawszego do Roboty. Nikt łącznie ze mną nie uwierzy, że to ja. Chętnie wstaję wyłącznie na samolot, do którego mam wsiąść.

  3. ja jutro mam misję wstania przed piątą i o 5:15 muszę ruszyć w podróż służbową do Krakowa. A że dziś spałam 4h, to nie wiem, jestem zaniepokojona.

    Ja się standardowo przebiorę za dynię. Obwód mam odpowiedni. Mam też koszulkę ze Snoopym drzemiącym na dyni właśnie, to też ją włożę.

    Żeby mnie nikt nie poznał, to musiałabym zacząć być pracowita jak pszczółka, a mi się nie chce.

  4. Ciesz się, że pranie nie pachnie Ci Currarą 😉 Bo to by dopiero było…. Mnie nigdy napisy zapachów z pudełek nie pokrywają się z zapachem po. Widocznie moja pralka ma swój zakład perfumiarski w środku. One jednak żyją własnym życiem , na bank!

  5. W „Czarnej Zmiji” raz Boldrick przebral sie za piórnik, wsadzajac sobie olówki do nosa. To taka propozycja „low budget” bardzo, akurat na moja kieszen aktualnie – olówki mam, to nic nie musze kupowac – ale nie wiem w sumie. Jeszcze sie waham.

    A te kulki to ja kupilam niebieskie i nie wiem, moze to od pralki zalezy, moze moja cos (ale co?) robi dziwnego, w kazdym razie pranie walilo mi potem przepocona, nylonowa rajstopa po calym upalnym dniu w bucie ze skaju… Upojnie bylo. I zeszlo dopiero za trzecim praniem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*