O PILNOWANIU ZWIERZĄTEK I LEKTURACH

 

W sobotę wykąpałam pieska. Żeby było jej trochę chłodniej, no i żeby była puszysta i pachnąca. Uhm. Efekt – jak nietrudno się domyślić – nie był w stu procentach zgodny z pierwotnym zamierzeniem. Owszem, piesek nieco wypuszyściał i pachniał zdecydowanie lepiej – przez jakieś dziesięć minut. Poszła do pańcia i wytarzała się w piachu i najdrobniejszych, najtrudniejszych do wyczesania trocinach, jakie znalazła – ciągle jeszcze mokra, więc te trociny powbijały jej się wszędzie. Że nie wspomnę, że na mnie jest oczywiście obrażona.

Mój ojciec wpadł z okrzykiem „A coś ty dała babci do czytania!” – otóż, dałam babci do czytania książkę z reportażami Justyny Kopińskiej. I teraz podobno babcia z rumieńcem i błyskiem w oku opowiada ojcu o molestowaniu dzieci przez zakonnice, ale książki sobie odebrać nie da – to jej ulubione klimaty. Jak kiedyś od Hanki miałam książkę o skandalu w zakonie magdalenek, to babcia chyba trzy razy ją przerobiła i rozstać się nie mogła. Bo taka życiowa ta książka, i piękna! Smutna, ale piękna (moim zdaniem – bardziej smutna, skoro opisywano gwałty na workach z praniem). Tylko teraz babcia mi się rozbestwi i skąd wezmę dla niej następne paliwo? Bondy wywiady z morderczyniami już przerobiła. (Żeby wszystko było jasne i klarowne – babcia ma 93 lata).

W dodatku jest bardzo zabawnie, bo z powodu suszy nie ma komarów – oprócz u nas! My mamy energiczne, jędrne i głodne komary; jeden ugryzł mnie w tyłek, a drugi w zgięciu łokcia i wyglądam jak heroinistka. Mamy komary jak byki z powodu niezwykle wydajnego systemu podlewania – N. w tym roku jeszcze go rozszerzył o dodatkowe rurki i wężyki. I teraz mamy zarówno zieloną trawę, jak i bąble na tyłkach. Pan, który instalował tegoroczne rurki i wężyki z kolei ma pszczoły. Mówi, że po robocie uwielbia pojechać na swoją parcelę, na której te pszczoły mieszkają, i sobie na nie popatrzeć godzinkę albo dłużej. No więc – ja nie wiem, czy by mnie pszczoły wyciszały. Z jednej strony, bardzo lubię pszczoły – akurat kwitnie nam lipa i lubię pod nią stanąć, wdychać jeden z najpiękniejszych zapachów świata i słuchać pszczelego buczenia. Z drugiej strony – chyba bym dostała nerwicy, gdyby te pszczoły były moje  – skąd wiadomo, że wszystkie wróciły na noc? Nawet jak jedziemy przez wieś i przez okno widzę, jak kury sobie chodzą luzem, to dręczą mnie niepokoje – jak te kury się nie pogubią, czy one mają świadomość tego, czyje są i czy na pewno będą nocować w domu. Z pszczołami bym chyba zwariowała. Widocznie mam problemy z kontrolą – zdecydowanie wolę zwierzęta pojedynczo i na smyczy. Łatwiej je upilnować.

 

PS. Jest nowy, smaczny wąteczek na moim ulubionym forum: „Napaść przez sprzedawczynię w Biedronce”.

PSPS. O, i dobry dowcip słyszałam:

– Dlaczego oskarżony nie ratował żony, kiedy się topiła?

– A skąd miałem wiedzieć, że się topi? Wrzeszczała jak zwykle.

9 Replies to “O PILNOWANIU ZWIERZĄTEK I LEKTURACH”

  1. Właśnie czytam tę książkę Kopińskiej i z oczami jak domniemane spodki ufoludków czytałam opowieść żony Trynkiewicza. To co wygadywała o zamordowanych dzieciach kwalifikuje ją samą do psychiatryka.

  2. Zaintrygowało mnie. Muszę koniecznie sprawdzić, kogo należy napaść i dlaczego akurat przez sprzedawczynię. Czemu ona winna, ta biedna sprzedawczyni, żeby przez nią od razu napadać. Poza tym ja bym tam napadała przez okno jak już. Koniecznie muszę poczytać.

  3. Twoja babcia – klasa i czad!!!! Tylko pozazdrościć!!! 🙂 Moja jak przeczytała „Dom nad rozlewiskiem”, to przez pół roku mówiła o tym, że tam taki wulgarny język i takie bezeceństwa, że jak można było taką książkę o tym napisać. I proszę jej więcej takich nie przynosić. To myślę, że przy reportażach Kopińskiej to by umarła 😉

  4. Ty panu od instalacji nie zazdrość, bo to podobno paskudne uczucie, tylko powiedz, że uwielbiasz na swojej parceli, po robocie, poobserwować komary
    godzinkę lub dłużej, jak swędzący tyłek pozwoli
    😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*