O GADŻETACH PSICH I KOŃSKICH

 

Królik z brązowym ryżem i fasolką szparagową. Kurczak z mango i batatami. Sarnina z cukinią i bakłażanem. Gęś z ziemnaczkami i jabłkiem. Bażant z dynią i makaronem. Cielęcina z makaronem i pomidorami.

Nie, to nie są moje wspomnienia z ostatniego tournee po knajpach lub innej orgii kulinarnej. To są puszki mojego psa! Już kilka razy wpakowałam do nich palec przy otwieraniu i oblizałam, tak to ślicznie wygląda i pachnie, i są ładne, kolorowe kawałki jarzyn i cholera, takiego kurczaka z mango to sama bym zjadła. Ale nie, dla ludzi nie robią takich dobrych, bo człowiek nie świnia i wszystko zje, a pies by się zaraz rozchorował od takiego wstrętnego, napompowanego chemią żarcia. Tak więc Szczypawka przychodzi upominać się o posiłek sześć – osiem razy dziennie; jak jest N. w domu, to częściej, bo on jest słabe ogniwo i miękka fryta, a ona doskonale wie, gdzie uderzyć. Robi akcję wypisz wymaluj z „Psich Sucharków” – „Ja, biedny głodny piesek trzeciego świata” (nie szkodzi, że brzuch już prawie dotyka ziemi) i za chwilę ma zgrabną porcyjkę w miseczce. Chyba muszę wysłać N. na nauki do parafii, gdzie mu wytłumaczą, że pies to nie niemowlę i się go nie karmi na żądanie, bo pęknie.

A w ogóle to od kilku dni nagabuje mnie Zebra zapytując, czy chciałabym wyglądać ŚWIETLIŚCIE i dziesięć lat młodziej? Już jej miałam kurtuazyjnie odpowiedzieć, że za chwilę jej przypierdolę albo podam do Sztrasburga, bo Konwencja Genewska zabrania znęcać się nad kobietami w średnim wieku, tymczasem ona po prostu chce mi kupić jakiś puder – cud na imieniny. W dodatku podobno przetestowany na własnym organizmie i działa. Doprawdy, jak ta nauka idzie naprzód, jakiś czas temu jedynym sposobem, żeby wyglądać świetliście i młodo, była końska maść na hemoroidy. Jakoś się wówczas nie wstrzeliłam w trend (nie, żeby mnie odstraszał specyfik do dupy – przecież jest sterylny i w tubce), ale jakoś tak no nie wiem. Nie czułam potrzeby konkurowania z końskimi hemoroidami. Ale puder?… Puder mogę spróbować. (Nie żebym się łudziła, że odejmie mi dziesięć lat, ale lubię się mazać rozświetlaczami).

Coś bym. Ale nie mam pomysłu, co.

 

PS. Zapytałam N. co by zrobił, gdybym obudziła się któregoś dnia z całkowitą amnezją i mówiąc po fińsku, a on NIC. Tylko wzniósł oczy do góry i poszedł piłować. Wchodzę na fejsbuka, a tu reklama „Język fiński w jeden dzień”.

18 Replies to “O GADŻETACH PSICH I KOŃSKICH”

    • Soft Lights Fusion Smashboxa. Fajny, machnęłam się nim na próbę, na mój bladoszary pysk w sam raz.
      A z tych droższych to mam ochotę na Le Prisme Givenchy. Na Kanarach na niego zapoluję, tam taniej.

  1. ło,matko! ale się spłakałam ze śmiechu-Twoim komentarzem o karasiach u pierwszej na blogu
    No i dlaczego tak smakowitego incydentu nie opisłaś tutaj u siebie?
    „łapacze snów” :)))))

  2. Kocie żarełko nie jest aż tak… Wykwintne 😉
    Jak mówi ekspert: (…)Kotu o coś uniwersalnego-poza żarciem-w życiu chodzi. Psu chodzi wyłącznie o żarcie. Kot nieustannie poznaje i studiuje rzeczywistość,pies ją oszczekuje tępo. Kot ma własną wizję świata, pies takiej wizji nie ma. Kot jest panem, pies niewolnikiem. Kot ma pysk wredny,ale inteligentny, pies ma mordę poczciwą,ale debilną. Kot jest wymagającym partnerem człowieka, pies jest jego ślepym i podatnym na upokarzające tresury lokajem.(…)
    Jerzy Pilch (z książki Bezpowrotnie utracona leworęczność)
    Moje koty, ach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*