O POTRZEBIE JEDZENIA MASŁA I KOTWICY

 

Wczoraj to miałam taki dzień, że niewiele brakowało, żebym zeżarła kostkę masła albo pół kilo boczku (odkroiwszy chudą część, samo tłuste), bo naprawdę.

Już pominę Urząd Skarbowy, bo się przyzwyczaiłam. Niedługo będę dla nich stawiać talerz na stole przy posiłkach i kupować prezenty na Mikołajki i na Zajączka, bo obecność tej instytucji w naszym życiu jest nieustająca. Po prostu są, jak woda w kranie, jak prąd w gniazdku – to Urząd Skarbowy w naszej skrzynce pocztowej. Tak jest i już – nie ma się co szarpać, trzeba przywyknąć.

Ale.

Za dwa tygodnie minie rok odkąd rozpoczęłam walkę o zmianę adresu do przesyłania korespondencji od administracji ze Świnoujścia. W zeszłym roku w sierpniu wysłaliśmy formularz (formularz! Nie można tego zrobić mailem, przez telefon, trzeba złożyć papierowy formularz), żeby otrzymywać a) tylko jeden pakiet korespondencji – bo uparcie przysyłali dwa, do mnie i do N. osobno, wszystko poleconym – śmiechom i zabawom nie było końca, kiedy próbowaliśmy to odbierać w terminie, b) na nowy adres. Wypełniliśmy, wysłaliśmy. Oczywiście, po zebraniu podsumowującym rok obrachunkowy, przyszły uchwały na stare adresy.

Co się okazało. Wypełniliśmy formularz w dwóch częściach –jedna dotyczyła korespondencji papierowej, druga mailowej. Skoro wypełniłam mailową, to oznaczało, że chcę otrzymywać korespondencję mailem! I wtedy ta górna część o korespondencji papierowej się nie liczy! – tłumaczyła pani, do której zadzwonił lekko spieniony N. Ktoś coś z tego rozumie? Bo ja nie bardzo – owszem, dostawałam maile z informacją sygnalną (będzie zebranie, będzie zmiana stawek), ale uchwały, zawiadomienia i tym podobne papiery wymagające podpisu nadal wysyłali poleconym. Na stare adresy.

Wypełniliśmy zatem jeszcze raz górną część formularza, starannie omijając dolną, żeby nie wkradło się nieporozumienie.

Po dwóch tygodniach czyli wczoraj dostaję maila, w załączniku znajomy formularz. Jak już wytarłam krew naglą, co mnie zalała, doczytałam treść wiadomości. Co się okazało! Tamten formularz dotyczył mieszkania, ale nie doprecyzowaliśmy, gdzie chcemy odbierać korespondencję dotyczącą miejsca garażowego! Jak nie wypełnimy drugiego (w sumie trzeciego) formularza, to mieszkanie będzie szło na nowy adres, a garaż w dwóch egzemplarzach na dwa poprzednie. HEJ!

Gdzie moje masło.

Zakładamy się co będzie dalej, jak już wyślemy ten o garażu? Przyślą następny dotyczący balkonu? Korytarza? Windy?…

Następnie udałam się na spotkanie z koleżankami, na którym dowiedziałam się, że wybierają się one z moim mężem na wycieczkę kamperem dookoła Bałtyku. Wszystko już w zasadzie mają omówione i nie mogą się doczekać. Mnie oczywiście nikt o zdanie nie zapytał. Na dodatek właściciel lokalu znowu poczęstował nas na koniec limoncello, które jest pyszne, ale po winie pomiata człowiekiem dość złośliwie i znowu miałam wielopiętrowe sny (ale nic nie przebije mojego snu z Lizbony, w którym byłam narzeczoną faceta, który robił mydło z kobiet).

I dowiedziałam się, że w Żyrardowie trzech mężczyzn dokonało zuchwałej kradzieży kotwicy statku. Bardzo mnie to podniosło na duchu (nie, że ukradli, tylko że jesteśmy tacy światowi w Żyrardowie i mamy kotwice).

11 Replies to “O POTRZEBIE JEDZENIA MASŁA I KOTWICY”

  1. Świnoujście. Typowe. Ja bym w tych ichnich urzędach i instytucjach panie_za_ladą wypchała tym masłem. I słoniną z boczku.

    Choć nie, po namyśle muszę to przyznać: lokalny urząd skarbowy okazał się jednym z najnormalniejszych w mojej kolekcji skarbówek. To tak dla odmiany od waszego.

  2. Czy tylko ja zrozumiałam tytuł wpisu w sposób jednoznacznie wskazujący, że Baśka ma potrzebę spożycia masła i kotwicy? I zastanawiałam się jaką potrawą może być kotwica?

  3. HA!
    Wg nowej ustawy farmaceuci mają raportować braki od dostawców do inspektoratów- jakby to coś dało- na SPECJALNYCH FORMULARZACH online, każdy brakujący lek na nowym, formularze są tak skonstruowane, że nie zapamiętują danych adresowych, cholera człowieka bierze!!! Raporty trzeba złożyć w ciągu 24h od otrzymania odmowy o dostawie leku z hurtowni. Jasna czerwona mnie zalewa, jak muszę wypełnić pole w adresie „rodzaj ulicy”- mam ochotę wpisać „dukt nieutwardzony”. Kto to wymyśla???

  4. Pewnie znów otarłas się o Julię Child, co? przyznaj się :).
    Tak, wczoraj to był taaaki dzień, że albo boczku albo wódy, albo prosto z mostu…. Wybrała procenty. Na oczach matki i siostry bezpardonowo obaliłam całe 2 kieliszki żołądkowej i poszłam sobie w cholerę. Te ich miny! bezcenne!

    W sumie pomogło.

  5. kamyczek do ogródka walki z urzędami: moja mama podjęła interwencję w spółdzielni mieszkaniowej aby nie pisali do niej pani iksińska i pan iksiński gdyż albowiem pan iksiński lata temu odszedł do lepszego ze światów. spółdzienlnia wniosek przyjęła z pokorą i wysyła teraz listy zaadresowane bardziej precycyjnie : pani iksińska, pan iksiński – zmarły.
    nie wiem, może im odpiszę, że mój tato nie życzy sobie korespondencji a w przypadku jej kontynuacji poda ich do sądu za stalking.
    ps. wielce, wielce intrygujący tytuł tego posta:)
    b.

  6. wyslac tego masla? i boczusiu?
    Wspólczuje calym sercem, mnie krew zalewa przy jakimkolwiek formularzu. One sa ukladane przez bardzo zlosliwych ludzi, ja zawsze gdzies sie zatne i nie umiem dalej…

  7. Z tą kotwicą to ja w swoich domysłach posunęłam się dalej: może nasze żyrardowskie władze po cichu starają się wywalczyć nam dostęp do morza! Skoro ktoś już powoli stara się o statek (no cóż od czegoś trzeba zacząć… można od kotwicy) to znaczy, że rozmowy na temat wspomnianego dostępu są już mocno zaawansowane!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*