O MROWKACH NA ODCHUDZANIE

 

A nie mówiłam, że będzie zadymka śnieżna na Wielkanoc, jak ludzie będą szli z koszyczkami? No i jak zwykle miałam rację. Jak mawiał kiedyś pan Ziemowit Fedecki – masz rację, ale lepiej żebyś miała restaurację! Z czym się całkowicie zgadzam, chociaż jedna moja koleżanka mówi, że w dzisiejszych czasach restauracja to też nie żadne hop siup. No więc już sama nie wiem.

W międzyczasie mam w domu mrówki, co się okazało, że są dietetyczkami i strażniczkami wagi (mojej). Zaraz sobie pójdą, jak zrobi się cieplej (ZROBI SIĘ CIEPLEJ, PRAWDA? do jasnej cholery), tymczasem zjadają wszystko, co ma w składzie cukier. I tak, jeszcze przed świętami opieprzyły sękacza. Żal mi go było okrutnie, bo sękacza lubię bardzo, no ale już trudno, zjem sobie w święta babki. Po czym mrówki skrzętnie wpierniczyły mi babkę, a nawet dwie – bo drożdżową oraz piaskową. Takie patyczki z cukrem do mieszania w kawie czy herbacie – znalazły i ogryzły do gołego patyczka. Aha, i resztę groszku z puszki. Tak, że nie jestem zanadto przytyta, bo mrówki pilnowały, żebym zrezygnowała z deserów.

Mój mąż w Wielką Sobotę wieczorem uraczył mnie arcydziełem kinematografii pt. „FURIA”. Akcja rozgrywa się mniej więcej tak: JEBS – strzela czołg, na co bohaterska załoga – FOK. Jebs, łup – fok, fok! Łubudu pierdut – fok, fok! Jebut – FOOOOOK! I to mniej więcej tyle. Aha, Brad Pitt na końcu umiera, ale wcześniej smaży jajka.

Moja siostra Zebra natomiast, która ma w sobie żyłkę hazardzisty, wczoraj nie chciała się odkleić od Quizwania – polewali sobie z N. wina i trzaskali rundę za rundą, aż szwagier żałosnym głosem prosił z kanapy „Chodź już do domu, mała mówi, że chce kupę!” – „Niech nie ściemnia, rano robiła. Dawaj następną rundę!”. Szwagier niech się cieszy, że to nie poker i że nie przegrywa właśnie ich chałupy i jego ostatniej koszuli z grzbietu.

No dobrze. A teraz bardzo proszę, koniec już tych wygłupów, pośmialiśmy się i wystarczy – ma być dwadzieścia stopni! Raz, raz!

 

PS. Aha, no i babcia, skarbnica opowieści o bliźnich, przy żurku opowiedziała o jednej pani, co mąż ją zdradzał a ona wiedziała z kim – chodził do takiej jednej flądry, no więc ona – ta żona – też tam poszła, akurat był zastawiony stół i jakieś przyjęcie, no więc wzięła i ściągnęła z tego stołu obrus z całą zastawą i przyjęciem! Tak właśnie! Ale to było zaraz po wojnie, ludzie wtedy nie zamykali drzwi do mieszkań na klucz i taka wkurzona żona miała jak się zemścić. Teraz jest trudniej.

12 Replies to “O MROWKACH NA ODCHUDZANIE”

  1. No ale, że co z tą babcią ? Ona Ci daje jakieś lekcje na zaś ???
    No nie daj Boże…..Bo to faktycznie trudno byłoby tak z tym obrusem !

  2. Chcieliśmy mieć białe święta, no tośmy mieli, chociaż z „małym” poślizgiem 🙂 Szczerze to dziwnie się czułem, patrząc na ten śnieg z perspektywy palmy i koszyczka. Mrówki – ustrojstwo jedne, ja długi czas walczyłem. W końcu się wyniosły ale lekko nie było.
    Haha, Quizwanie – super sprawa! 🙂 Ja też męczę pytania i znajomych, sporo rzeczy idzie się dowiedzieć 🙂

  3. ja wezmnę te wszystkie mrówki hurtem. diety mrówkowej jeszczem nie stosowała. skuś je w karton z babką drożdżową. koszty babki pokryję oczywiście
    b.

  4. To Quizwanie to plaga jakaś najnormalniej w świecie! Mój chłop też nic nie robi, tylko w każdej wolnej chwili rozgrywa te gierki, wciągając w to wszystkich znajomych. I tak się spotykamy i siedzą wszyscy przyklejeni do telefonów i zgadują składniki jakiej orientalnej potrawy zostały im właśnie ukazane. Eh.

  5. Po takiej mrówkowej sjeście, jeszcze długo bym oglądała ciastko, nim bym je do ust włożyła. O_o
    Ale z furią smażył te jajka?
    A zemsta spektakularna.

  6. Cz4ekam na ciepełko, oj, czekam! I zarządzam, żeby było. Pytanie, czy tzw.aura posłucha?
    A z serii- ,,Co zrobiła zdradzana zona?” to najbardziej mi się podoba historyjka, jak takowa nocami eksploatowała męża seksualnie, a w dzień gotowała mu pyszne obiadki, dużo wiatropędnych składników, hehe. I mąż u kochanki nie dawał rady, a na dodatek miał wzdęcia. Kochanka nie zdzierżyła zatem, rzuciła gada.
    Pouczające, prawda?

    • U mnie są już od miesiąca, iść sobie nie chcą, na środki chemiczne nie reagują. Mąż wciąga je pracowicie do odkurzacza, jedną po drugiej, a potem wywala na zewnątrz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*