O DNIU KOBIET I GRZYBKU

 

W weekend w domu zadżumionych była zmiana warty i dla odmiany padł N. A myślałam, że na niego nie ma siły – zarazek musiałby być wielki jak niedźwiedź polarny i bardzo szybki, żeby go dogonić. A tu proszę. Zarazki jak widać są odważniejsze, niż nam się wydaje. No ale tak to jest, jak się zasuwa w takim tempie, że nie ma kiedy się podrapać w polędwicę i prawie krew z oczu leci, a w ramach rozrywki – sterczy się w zimnym garażu i robi meble (wspominałam już, że oszaleję?). Nie dość, że przeziębiony od tego, to jeszcze pies roznosi trociny po całej chałupie. Czy on Droga Redakcjo nie mógłby się zająć fizyką kwantową. Może wtedy pies by nie roznosił kwantów po domu, a nawet jakby roznosił, to taki kwant w łóżku nie uwiera w tyłek, a drewniane wióry owszem.

Na Dzień Kobiet zrobiłam kotlety z ryby – pyszne.

A właśnie! Na Dzień Kobiet postanowiłam sobie kupić sukienkę w Desigualu, no bo w końcu co, kurczę blade. Z tych przecenionych, bo trochę bez przesady, co oni ostatnio wyprawiają z cenami na nową kolekcję. No więc przeglądam, typuję i po godzinie wreszcie MAM – trzy finalistki! No i tak spojrzałam sama sobie przez ramię i co zobaczyłam? Trzy czarne sukienki. Tak, wybrałam same czarne. A mam pół szafy czarnych sukienek, niektóre wciąż z metkami. Na jaką cholerę mi JESZCZE JEDNA czarna sukienka?… I laptop zamkłam. No i tak sobie kupiłam prezent.

A dziś od rana następny PREZENT – bank mi zmienił pulpit. Nie dość, że płacenie ZUS-ów i podatków samo w sobie jest dość wkurwiające, to jeszcze NIC NIE MOGĘ DZIŚ ZNALEŹĆ i zaraz mnie trafi jasna cholera prążkowana albo wybuchnę nuklearnie i zrobię grzybek. Wypatrujcie grzybka (purchawki).

 

16 Replies to “O DNIU KOBIET I GRZYBKU”

  1. Co tam kwanty w łóżku i pulpity w banku! Ty leć do Kanionka!!!! Tradycja Ziokołek-Pecik i Andrzej Pecik zostali dumnymi rodzicami dwóch par sanek!!!! 🙂

  2. Mnie z kolei zwizualizował się grzybek halucynogenny, chociaż przez prawie 40 lat życia nie miałem w ustach nawet papierosa, co dopiero grzybnego odmieniacza stanu świadomości. Chyba powinienem porozmawiać ze swoją podświadomością.

  3. ja chyba jednak bardziej bym się obawiał tej fizyki kwantowej… po pierwsze trociny są namacalne i je widać, po drugie meble jak się zrobią to jest z nich jakiś pożytek… a w przypadku fizyki to cząstek elementarnych nie widać i nie wiadomo kiedy takie „nic” przez nas przelatuje…a jakby tak Twojego ducha taki bozon zmutował to dopiero mógłby być kłopot metafizyczno-nuklearny!!!! poza tym budowa synchrotronu lub akceleratora cząstek w garażu nieco inaczej by się miała do budowy mebli… na dodatek takie urządzenia pochłaniają kupę kasy więc o nowym piecu mogłabyś zapomnieć… no i one nigdy nie działają…więc N. już z tego garażu by nie wyszedł do końca swych dni…
    zatem wybór jest taki – meble-trociny-piec lub fizyka kwantowa-zmutowany duch-brak N.

  4. O kurde, jak już N. powaliła choroba to faktycznie – musiała być jakaś zmutowana bakteria o sile rażenia bomby atomowej 🙂 Kotleciki rybne to ja bym z chęcią zjadł 🙂
    Moja żona ostatnio szukała ciuchów (dla córki co prawda, a nie dla siebie), ale siedziała trzy (1!) godziny i na końcu wkurzyła się i z zakupów zrezygnowała 🙂

  5. Podobnie wybierałam wczoraj mokasyny, tyle że przez większą część dnia. Laptop zamkłam, gdyż sama nie wiedziałam, czego mi się chce 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*