FRASZKI NA PTASZKI


Ja naprawdę oszaleję, nie śpię od trzeciej nad ranem; trzecia nad ranem to jest bardzo dobra pora, żeby wracać po pijaku z imprezy w podartych kabaretkach, wlokąc tulipanka, ale nie, żeby być budzonym przez ptasie gardziołka ich mać!!!!!!!

Literalnie muszę kogoś pchnąć nożem.

Wszystko przez to, że zostawiłam na noc otwarte okno, choć małżonek protestował, że wszak komary spożyją nas żywcem bez soli. Znalazłam w szufladzie jakieś „Komar Won”, wetknęłam do gniazdka, okno zostało otwarte, komar żaden się nie pojawił. Natomiast ptaszyny przed świtem powitały dzień DRĄC KOPARY wszystkie naraz. Następnie rozdzieliły między siebie ścieżkę dialogową i słodko konwersowały aż do wpół do siódmej, o której to podźwignęłam się z łóżka fioletowa, z nadciśnieniem i zupełnym brakiem poczucia humoru na temat przyrody upierzonej.

Od trzeciej do wpół do siódmej naturalnie nie spałam, tylko wizualizowałam sobie różne rzeczy.

A to jak tłukę rakietą tenisową szpaka na trawniku, na śmierć.

A to znowu, jak z Hannibalem Lecterem spożywamy przy pięknie nakrytym stole, słuchając jednocześnie Bacha, ptasie móżdżki przesmażone delikatnie na zrumienionym masełku (beurre noisette).

A to, jak zakładam mikroknebelki na te wszystkie mikrogardziołka. Cholerne. Rozdarte.

Jeszcze ze dwie takie pobudki, a podłożę napalm, podpalę, zaczekam, aż wystygnie i wybetonuję całe podwórko. I spryskam kwasem solnym.

Ale poza tym jest super, nie? Fajny upał. A w Madrycie 12 stopni i pada. Buaaaahahahahaha.

PS. No dobra, słuchajcie. JEST NIUS!!!! Nareszcie, bo już myslalam, że mnie rozerwie, no ile mozna trzymać ryjek na skobelek.  Ja jestem bardzo, bardzo slaba z konspiracji, słabsza jest chyba tylko Haniuta. Gdybysmy w 1939 robiły w ruchu oporu, to 3 wrzesnia wszyscy by mówili po niemiecku. Więc proszę docenić, jaka byłam dzielna. I w lutym wszyscy widzimy sie w kinie, po trzy razy, tak?

0 Replies to “FRASZKI NA PTASZKI”

  1. Wezme i zaryzykuje, ale dlaczemÓż w swoim czasie??? Tak czy siak, mam czas uporządkować swoje sprawy rozdysponować sukieńki. Az przyjdzie swój.

  2. Do tramwajow idzie sie przyzwyczaic jak najbardziej (wiem z autopsji), natomiast do golebi skrobiacych pazurkiem w parapet za oknem – nie ma szans 🙂

  3. A co do pociągów – to mieszkałam całe zycie przy samej stacji kolejowej i do pociągów idzie się przyzwyczaić. Nie słyszałam ich.

    Ale podobno do tramwajów z kolei – nie idzie.

  4. Hania: gdybym ci powiedziała, musiałabym cie zabić…

    A na powaznie – wszystko w swoim czasie.

    Prezenterzy – tak! Tak! (niektórych nie znam, bo N. ogląda tylko wieczorne dzienniki, a ja staram się nic).

  5. Ja mam dwa metry za oknem lipę, na której siada wszelaka ćwierkuchna, ale ja to uwielbiam. Plus osobista papużka, która też daje czadu. Możesz mi do tego kopsnąć szpaczka. ;-/

  6. A jak wygląda tak na prawdę sprawa scenariusza: jesteście autorkami cieniami, a scenarzysta stawia kropki, czy jednak On wymyśla historie, a Wy do tego dialogi, jak to jest? Jak to tajemnica, to powiedz tak, żebym ino zrozumiała. Możesz?

  7. Mieszkam obok dyskoteki w zimie jakoś ciszej, w lecie – otwarty taras. Do tego ze w domu słychać muzykę już przywykłam. Nie przywykłam do ciągłego STO LAT równiutko o 4 – czy ktoś co tydzień musi mieć urodziny? I to rzyganie..

  8. tutaj przypomniala mi sie scenka rodzajowa z imprezy studenckiej.

    Siedzimy, piata rano, ciezki kac, kumpel ledwo sie kiwa na fotelu. Swita i ptaki zaczynaja jazgot. Kumpel na to otwiera szerzej oczy, usmiecha sie jadowicie i oswiadcza:
    – o… switac juz zaczyna… ptaszki spiewaja….TYLKO KURWA DLACZEGO TAK MORDE DRA????

  9. Nie obrażając niczyich uczuć,pod moimi oknami przechodzą pielgrzymki do takiego jednego świętego miejsca.Czad,każda grupa,a idą w odstępach średnio co dwadzieścia minut,ma osobnika niosącego kolumnę głośnikową.Drugi ma mikrofon i ten,no,ŚPIEWA…nie wiedzieć czemu z reguły „Madonno,Czarna Madonno”.Powiem tylko,jest grubo…

  10. Wróżę filmowi temu pierwsze miejsce na liście oglądalności, tak jak „Nie potrafię schudnąć” zajęło pierwsze na liście poczytności. Tytuł jest na tyle znakomity że przyciągnie mnóstwo kobiet nigdy nie chodzących do kina – w celach instruktażowych. Oczywiście w tytule ukryte jest oszustwo – bo w filmie chodzi o to jak się pozbyć faceta (tak wynika z recenzji), ale gdyby film się nazywał „Jak się pozbyć faceta” żadna kobieta by na niego nie poszła – one to umieją same i praktykują na co dzień, często zresztą wbrew własnej woli.

  11. u mnie tylko ptaki. uwielbiam . w zimie nastawiam z odtwarzacza o 4:00 nad ranem nagrany ersatz. a na film czekam jak dżdżu żaba. merytorycznie tknięta problemem.

    gratuluje!

  12. 1. aleja Kasztanowa sztuk raz – obecna
    2. koty (niekonieczne marcujące/czerwcujące) sztuk wiele – obecne
    3. pawie drące paszcze sztuk x – nieobecne

    Reklamacje gdzie?!

  13. Uwaga! Pzrebijam:
    1.mieszkam przy alei Kasztanowej,
    2. Ryje drze paw
    3. Koty czerwcują , bo w marcu było za zimno

    Ale noża szukam dopiero o 5:59 rano, gdy ryje drze Ochrona. Może pora wynają osobistą Ochronę, zeby strzegła mnie przed tą osiedlowa, k..m..ć

  14. Ciekawa zbieżność przeżyć nocnych! Z tą tylko różnicą, ze udałam sie na spoczynek o 2:30, wysłuchałam marudzenia o komarach i puszczając to mimo uszu, przy otwartym oknie poszłam spac. Różnica jest taka, że obudziło mnie o 5:59 równie brutalnie, darcie jap, tyle że nie skrzydlatych a sznownych „panów ochroniarzy”, którzy sa juz w podeszłym wieku, słuch już nie ten, kutrury żadnej, wiec chcieli sobie siarczyście pokrzyczeć jeden na drugiego. Ratunku!!! Taqk mam przy6najmniej raz w tygodniu 🙁 Zamuruję to okno, wyjscia nie ma!

  15. u mnie i ptaki i motocykliści
    i zabetonowałabym i jedno i drugie
    motocyklistom uprzednio nalewając benzyny w gardziołka i podpalając

    gratulacje z tytułu pozbywania się cellulitu 🙂

  16. A z tego wszystkiego (oczywiście, że przez te ptaki) zapomniałam pogratulować!! I zgłaszam się na ochotnika do filmu!! Mogę zagrać celulit ;-)) Pozdrawiam

  17. A u mnie codziennie sraluchy(gołebie)robią sobie lądowisko na paprapecie od 3 do 7 rano…potem skubańce przestają..ale za to siadają na nabliższej gałęzi i odwalają te gardłowe trele…gruchu gruchu…Zaczęłam już sprawdzać na allegro,czy można kupić procę…Można 🙂

  18. Oj tam, ja mam tylko pętlę tramwajową z nowo naprawionymi torami i nie wiem jak im to wyszło doprawdy, ale dźwięk jaki wydaje pierwszy wjeżdżający na nią tramwaj o 4 z minutami codziennie zrywa nas z łóżek. Pozdrawiam serdecznie ZTM i życzę podobnych pobudek. A sroczki pod oknem nawet nie pisną zawstydzone taką konkurencją.

  19. Naraze sie, ale trudno; to musi wyjsc – codziennie z wyjatkiem niedziel o 6 rano przemaszerowuje pod moimi oknami taka jedna na OBCASACH!! Od 2 lat!! Nie wiem, czym ma te buty podkute, ale budzi mnie z kazdej fazy snu! I drobi jeszcze jakimis niemozliwymi tiptopami! O 21 to samo, tylko w odwrotnym kierunku! Obiecuje – zaczaje sie i poddusze. No.

  20. Powiem na to, ze u mnie dość cicho. Do hałasu przejeżdżających karetek przywykłam, do śmieciar też i do sąsiada wracajacego o północy i spadajacego ze schodów co drugą noc również. A ptaków jest w sam raz, ich śpiew cieszy,napisałabym, jak bardzo, ale w domu powieszonego nie rozmawia się o sznurze, więc sami wiecie. 😉

  21. No w końcu i ja mam cos do powiedzenia w temacie hałasów.
    Mieszkam na Starym mieście. Dzień w dzień szybciutko rano po moim parapecie spacerują gołębie. Mi to tam nie przeszkadza, ale Mój dostaje wodogłowia! Zrywa się, biegnie do okna ze słowami na ustach..żesz wy, ja wam dam gruchu-gruchu!!!I zamyka otwór w ścianie.

    Po drugie.Miasto doszło do wniosku, że do Winobrania koniecznie trzeba wymienić płytki deptakowe. Więc punktualnie od 7-mej zaczynaja się roboty remontowe tuż pod moim oknem ostro skrapiane pokrzykiwaniami panów robociaży. Jak się domyslacie niektóre słowa baardzo niecenzuralne.

    No a we wrześniu Winobranie. Imprezy do rana. Dym z grilli lezie mi do chałupy. M A S A K R A!!!

    I co powiecie na to?
    Pozdrawiam serdecznie.

  22. A ja mieszkam obok byłego poligonu, na którym quadowcy i motokrosowcy urządzają sobie wyścigi. A żeby się tam dostać, to na tych swoich nielegalnych maszynach, z rozpieprzonymi tłumikami lecą 100 km/h przez nasze osiedle (ograniczenie do 40km/h).
    Pomiędzy blokami dźwięk wibruje tak, że obudziłby umarłego. Jak czasem słychać kląskającego słowika, to to raduje moje serce 😉

  23. …nieeee no, ale żeby od razu film !
    ja wiem, że nie jestem konsekwentna, że mało cwiczę, że wciaż objadam się czekoladą …
    zmniejszyłam za to spożycie wina! ….
    tylko jedna butelka wieczorem, słowo!
    walczę z tym cellulitem jak tylko potrafię i jeszcze źle ???
    i trzeba było FILM nakreęcic ???
    i wstydu mi narobic, że jednak MOŻNA się go pozbyc ?!?!?

    wielkie dzięki!

  24. gratulujemy zespolowi scenarzystek ich wytezonej, (prawie)konspiracyjnej pracy !!!
    w wyrazie uznania – kosz delikatesowy, rosyjski szampan i laleczki z cepelii 😉

  25. Jak jeszcze mieszkałam w domu ukochanej mojnej nad życie teściowej…. to miałam: 1. przejazd kolejowy z bumbumbum samochodowym i dzyńdzyńdzyń zamykaniowym szlaban, 2.stację kolejową z zapowiadanymi i przyjeżdżającymi co siedem minut pociągami, 3. te cholerne ptaszydła w ogrodzie, które przed świtem zagłuszały odgłosy z ulicy, z przejazdu i ze stacji… okresowo tchórzofretki, które bawią się zawsze w środku noicy przyjemnie przy tym powarkując i poświstując…. acha, przez krótki okres czasu drink bar naprzeciwko, z BILARDEM do pierwszej w nocy…… Wygrałam? Pozdrawiam
    ps. teraz mam jedynie ptaszydła, ale wystarczy nakryć się kołdrą na głowę, odwrócić do góry mniej słyszącym uchem i śpi się dalej (zawsze przy otwartym balkonie…)

  26. bliska jestem podejrzenia, że to kasztanowce, ale one mocno chorowite są 🙁

    drą się za to wsqurwionki maści wszelakiej 😉 a jeden drze się nie tylko o świcie ale 24/7 – uhuuu uhuuu uhuuu

  27. Niechcacy wklepalam barbarella.blog.com i sie zdziwilam nieco, jak zamiast znajomych jamnikow na obrazku i kobiecej sylwetki zobaczylam cos innego. Przez chwile myslalam, ze ktos sie wlamal i skasowal blog. Barbarello, robisz backupy na wszelki wypadek???

    U mnie ptaszeta zaczynaja dzien o 4:11 („przypadkiem” sprawdzilam przedwczoraj :)), a czego najskuteczniejsze w budzeniu sa dzikie indyki stadem przechadzajace sie pod oknem. Mozliwe, ze bija na glowe sroki i szpaczki 🙂

  28. O jezuuu, jak sie ciesze czytając te wasze posty, bo myslałam,że tylko ja jestem jak Adaś z „dnia świra” i szlag mnie trafia co rusz. Ptaszków też nie cierpie,ze szczególnym uwzględnieniem srok(tu uklon w strone w-z,mam je też dokladnie za oknem). Ale ja jestem dość wyluzowana, sąsiad z góry zwariował na maxa, gdy tylko odezwą sie dzwony w pobliskim kościele(bardzo pobliskim;) ) zrywa sie…pędzi(tupiąć jak słoń)….i włącza muze,na MAXA, niee…nie jakies Behemoty,to by wówczas coś tłumaczyło…on puszcza country,względnie disco polo,lub Popik…na maxa,jak dzwony kończą bicie,on kończy disco…i tak co dzień 😀

  29. a ja lubię ptaszęta i mogą mnie budzic ,wxcale a wcale mi nie przeszkadzaja, za to odglosy ludzkie , wydzierajace sie malolaty,sasiadki co dupy nie rusza z domu tylko przez okno sie dra do siebie i opowiadoają co i gdzie i jaki i kiedy…
    smieciara co swit,o to to mnie wkurza jak najbardziej ,ptaszki są git !

  30. Świetnie, njus, tak nie jesteś dobra z konspiracji, wszyscy chyba wiemy, ze się coś kroiło, tylko ten zespół scenarzystek. No wiesz, ja jestem Twoją fanką i o zakład idę, ze sama byś wysmazyla niejeden dobry scenariusz pod swoim nazwiskiem, chociaż Samsonowicz też ładne.;-) No, ale nie marudzę. Do kina pójdę. ;-)Gratuluję całemu zespołowi scenarzystek. :-))

  31. Oprócz atrakcji przyrodniczych i motocyklowych mam też korty i kościół. Ale do tego pyk pyk i dzwonów jakoś przywykłam.
    Za to kocham inaczej wszystkich, którzy całą sobotę i niedzielę koszą trawę. Żeby im się ten kabel wkręcił albo trafili na kamień i połamali toto ustrojstwo.

  32. przed moim domem są korty tenisowe…wyobrazcie sobie ze od 6 rano do 24 słyszycie dziwiek” pyk!….pyk!….pyk!….pyk!……” NON STOP…co jakiś czas pojawiają się krzyki”no ku*** jak grasz???” ,tak dla urozmaicenia

  33. doskonale Cię rozumiem. Choć te moje wsqurwionki są o wiele bardziej perfidne.

    Mam niewiątpliwą „przyjemność” mieszkać przy alei kasztanowców. Dzień w dzień, począwszy od późnych godzin nocnych/bardzo wczesnych porannych zaczynąją wszystkie naraz drzeć dzioby, tak na maksa, w liczbie siła – świrgolenia też. Po tej euforii rozdysponowywują się wzdłuż aleji i zaczynają pitolić po koleji. U mnie zaczynają i jak akutrat ucichną, bo są na drugim końcu, a mnie się uda przysnąć, to zaczynają od nowa! I tak godzin kilka, aż im te dzióbki nie poodpadają.

    Welcome to the jungle 🙂

  34. Ja szczerze nienawidzę srok, które upodobały sobie klombik przed moim oknem.

    Powiedz koniecznie, co to za „Komar Won”. Wczoraj wieczorem ubrałam się w czarny golf i czarne leginsy. Przez chwilę wyglądałam PRAWIE jak Audrey Hepburn (i nie chodzi tu jedynie o brak długiej fifki, a raczej długiego ciała). Gdy założyłam do tego skarpety i rękawiczki, złudzenie owo prysło zupełnie. Po chwili zdjęłam jednak skarpety, bo z dwojga złego wolę mieć pogryzione stopy, niż twarz 😉

  35. Ja mam teraz stacje benzynowa w poblizu, i amatorow muzyki techno tankujacych z otwartymi drzwiami o 3 w nocy.
    Kiedys mialam przyrode, w tym takiego jednego upierzonego upierdliwca, co wydawal tylko jeden krotki dzwiek, dokladnie co sekunde, i potrafil tak przez pare godzin ryja strzepic co rano, na drzewie tuz za moim oknem. Pewnie jego partnerce wydawalo sie to nad wyraz romantyczne, ale ja marzylam wtedy tylko o dostepie do broni palnej…
    Wiec u mnie cywilizacja versus przyroda 1:1

  36. A ja mam trzy w jednym: ptaszyny drące ryje – bo ta dzielnica to ogród stolicy, motocyklistów – bo Czerniakowska, i od czasu do czasu nocne wrzaski wesołego towarzystwa, dziś w języku obcym dla odmiany.
    A nie, przepraszam – cztery, bo jeszcze stada kumkających żab i komary – Jeziorko Czerniakowskie.
    I to się nazywa cicha i zielona dzielnica! Ha! Ha!
    A najbardziej z tego wszystkiego lubię usłyszeć, że dziwna jestem, skoro mnie to budzi.

  37. Nie marudź 😛

    Mnie budzą szalejący motocykliści, którzy urządzają sobie nocne rajdy pod moimi oknami. Już z dwojga złego wolę przyrodę ćwierkającą.

  38. Ja nie wiem, co Wy (bo nie tylko Ty) macie z tymi ptakami! Kilka lat mieszkałam w ścisłym centrum precyzyjnie wybetonowanego miasta i jedyne ptasie odgłosy, jakie do mnie docierały w okolicach 3.00 nad ranem, to było głośne puszczanie pawia na chodnik. Circa pięć razy na tydzien ze szczególnym uwzględnieniem weekendów.
    Teraz musiałabym mieć za oknem tokujące głuszce albo stado podnieconych kakadu, żeby w ogóle zareagować, skoro nauczyłam się nie wpuszczać do świadomości odgłosów awantur, sygnałów karetek pogotowia, straży pożarnej i policji ani też pijackich śpiewów, kretyńskich rechotów czy dźwięków demolowanych wystaw sklepowych.

  39. „przyroda upierzona” Barbarella.. masz swojego fana, za takie teksty to i ja mogę Ci pod oknem coś wyśpiewać.. ale chyba po tej nocy byś nie chciała ;-))
    pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoje poczucie humoru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*