O SNACH I ICH ZNACZENIU

O matko, matko, matko jakie miałam sny. ZNOWU.

Najpierw śniło mi się, że jest super wybitnie elegancka konferencja, ja siedze w pierwszym rzędzie, mam na sobie spódnice, A NA ŁYDCE OLBRZYMIEGO, purpurowego, pulsującego SINIAKA.

Sennik:
SINIAK – fałszywy przyjaciel (hmmmmmmmmm)
KONFERENCJA – rozwiązanie zagadek

NASTĘPNIE.
Oczywiście Ziemię zaatakowali obcy (ja mam obcych do 4 razy w tygodniu, spoko). Siedziałam w jakims czołgu, szczelnie zamkniętym, niestety ludzie, z którymi tam siedziałam, byli KOMPLETNYMI idiotami i kazali mi koniecznie oglądać przez peryskop, CO ROBI OBCY. Mówiłam, prosiłam, tłumaczyłam – nie wychylać się – ale mowy nie było, kazali mi ten peryskop uruchomić. I co? OCZYWIŚCIE z tej dziury z peryskopem DO CZOŁGU WLAZŁ OBCY I MNIE WPIERDZIELIŁ. Umarłam.

Sennik:
KOSMITA – szczęśliwe wyjście z niebezpieczeństwa (hmmmmmmmm), kilku – nowe znajomości;
CZOŁG – czeka cię poniżenie
ŚMIERĆ – długie zycie

I bądź tu człowieku mądry.

Dobra. Od dzis wieczora do wtorku zyję w szczęśliwej komunie. Tylko to mnie chwilowo trzyma przy zyciu.

PS. AAAAAAA!…

O DESZCZU I NIE TYLKO

Ale wczoraj ZMOKŁAM!
Oczywiście – nie mogło lać każdego innego dnia, kiedy N. odbierał mnie z pracy samochodem – MUSIAŁO WCZORAJ, kiedy jechałam tramwajem na ochlaj z ludźmi z poprzedniej pracy. MU SIA ŁO. Zmokłam jak pies, a od dołu wciągnęłam w nogawki dżinsów jakies 7 litrów wody.

A spotkanie się udało, chociaż nie przyszła moja ulubienica (ta, na widok której krew zmieniała mi się w żyłach w płyn do mycia okien) – bardzo szkoda, miałam nadzieje, ze przytyje, obwiśnie i będzie miała syndrom nietrzymania języka, jak Paris Hilton (gdy tymczasem ja, naturalnie, trzymam się jak zamarynowany grzybek, ahahaha).

Ale nie o tym chciałam.

W drodze do pracy przyszła mi do głowy interesująca teoria na temat „Dlaczego my, kobiety, tak często jednak NIE ZABIJAMY tych naszych dekli, mimo, że sobie na to zasłużyli”.

I otóż doszłam do wniosku, ze my, kobiety, jesteśmy po prostu istotami myślącymi długofalowo.

No bo co sprawia większą frajdę:
– zabić raz, czy
– utrzymywac przy życiu przez długi okres czasu I SIĘ ZNĘCAĆ w sposób kontrolowany?…

BO MOIM ZDANIEM JEDNAK SIĘ ZNĘCAĆ.

Oraz – uwaga uwaga! NIE CHCE MI SIĘ DZIŚ W OGÓLE PRACOWAĆ – prawda, jakie to dziwne i niespodziewane?…

O WŁOSACH I PAJĄKU W UCHU

Krówa żesz.
Na dobry początek dnia upierniczyłam sobie kawa mankiet koszuli.

Idę w piątek do fryzjera. A co! Hanka przyjeżdża i nie będzie mnie takiej oglądała – wyglądam wypisz wymaluj jak ten taki z Rodziny Adamsów, co składał się wyłącznie z włosów. MAM DOSYĆ, ze jak się spotykamy we cztery, to one we trzy sa piekne, a ja inteligentna.

Chwilowo mam tak bojowy nastrój, ze jak mi nie przejdzie, to opitole się na wczesną Nenę (po czym małżonek spakuje mnie do tobołka, wystawi za drzwi, wsadzi za biustonosz 20 złotych i życzy szczęścia na drogę).

Nooooooo powiadam państwu… TAK MI SIĘ NIE CHCE, ale to TAK… Że az normalnie ucho mi się chyba zatkało od tego wszystkiego (kolega z roboty: „A jeden facet miał normalnie w uchu pająka”; Mój mąż: „A może ty masz PAJĄKA w uchu?” – aaaa!…).

Eeetam… Ide po kawe i do roboty.

I TAK NIE WYMYSLE NIC LEPSZEGO, NIZ SOUTH PARK

„Balding Man: But, why on earth wouldn’t you wanna vote?

Stan: I think voting is great. I just didn’t care this time because it was between a giant douche and a turd sandwich.

Balding Man: But Stan, don’t you know, it’s always between a giant douche and a turd sandwich. Nearly every election since the beginning of time has been between some douche and some turd. They’re the only people who suck up enough to make it that far in politics.”

Miłego dna 🙂

O TYM, CO NAPRAWDE PODNOSI NA DUCHU

Tak naprawde, jak usiądziemy i dokonamy bilansu, to okaże się, że to, co naprawde podnosi człowieka na duchu to fakt, ze w naszym wieku (za półtora miecha Chrystusowym) sprawdzili nam paszport w kasynie.

BO MUSIELI MIEĆ 100% PEWNOŚCI, ŻE JESTEM PEŁNOLETNIA.

Zapytac się możecie, moi drodzy, a cóż to właściwie strzeliło mi do głowki, żeby leźć w Tallinie do kasyna, albowiem nie jest to moje naturalne środowisko.

Na co ja wam odpowiem: A CO TO MA ZA ZNACZENIE.

WAZNE JEST
Ze na wejściu zażyczyli sobie ode mnie PASZPORTU

Skakałam do góry pod sam sufit, stanowiąc konkurencje dla występującego wlasnie zespołu GOLDEN LADIES (strusie pióra, kostiumy z cekinów, srebrne szpilki do nieba).

Od tamtej chwili jestem… kurwa… TAKA ZEN, ze nie wiem, co by się musialo stac, żeby mnie wytrącić z równowagi.

W związku z czym kupiłam sobie wczoraj 5 kolorowych kredek do oczu.

PYTANIE DO SWIATA I LECE

Na odchodne (wylotne?) mam jedno pytanie do Świata:

Dlaczego, jeśli sklep internetowy informuje nas, ze „Realizacja zamówienia: 3 – 5 dni roboczych”, to zawsze, ale to ZAWSZE:
– jeśli zamawiasz z myslą „o, za trzy dni będę miac kase na koncie, akurat jak mi zrealizują zamowienie” – TRWA DWA DNI,
– jeśli zamawiasz bo bardzo pilnie jest ci potrzebna ta torba i z kalkulacji wynika, ze nawet jeśli realizacja zamowienia potrwa CZTERY DNI, to powinnas ja dostac przed wyjazdem – TRWA PIĘC DNI.

Łaj, Swiecie? Łaj?

Wracam w sobotę.
Wprost w stęsknione objęcia malzonka i w sam srodek partengardy Zebry.
Czuje się troche jak Krystal Karington (tylko MŁODSZA i bez takich beznadziejnych sztucznych rumieńców na kościach policzkowych, żeby to było jasne).

O ŻUKU W BUCIE I KSIAZKACH

Jadąc dziś do pracy, wypadł mi z buta żuk.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!
Założyłam but ze zdechłym żukiem w środku. NIEDOBRZE MI.

Zebra na urlopie, Hanka na urlopie, no to ja jutro tez jade. Wracam w sobote. Co tu będę tak siedziała.

Wczoraj dopada mnie babcia.
– Paczka do ciebie przyszła i pożyczyłam sobie taka książkę co u ciebie lezała… bardzo piękną. Mogę?
– Możesz, babcia, czytaj (paczka przyszla z książkami Natalii Rolleczek co mi Hanka zakupila na Allegro… AAAA! Kto pamięta „Rodzinę Szkaradków”?… Tylko ja?… Hm hm).
– Bo to bardzo piekna ksiązka. Smutna, ale piekna.

No więc jak zobaczyłam, jaką babcia dorwała książkę, to trochę się osunęłam wewnętrznie.

„Najwcześniejsze, mroczne i wstrząsające wspomnienia Kathy O’Beirne’s dotyczą sponiewierania i seksualnego wykorzystywania. Niezdolna zwierzyć się ze swego dramatu komukolwiek, doznając systematycznych upokorzeń ze strony własnego ojca, oraz wykorzystywana przez braci, zamknęła się w sobie. (…) Pierwszym był dom poprawczy prowadzony przez zakonnice, gdzie została zgwałcona przez księdza. Kiedy zaczęła szukać pomocy, przeniesiono ją do szpitala psychiatrycznego na oddział dziecięcy, gdzie poddawana była przymusowemu leczeniu dużymi ilościami narkotyków oraz elektrowstrząsami.”

Cóż.
Nie wiem, czy określenie tej książki jako „SMUTNA I PIEKNA” oddaje w sposób wystarczający jej zawartośc… ale niech babcia czyta.
Jak skonczy, podrzucę jej biografię Michalczewskiego.

PS. ZUPEŁNIE BYM ZAPOMNIAŁA:

„Officer: So let me get this straight. That woman over there was trying to get to her balls which were in the knees of a black child whose father is a dolphin.
Stan: Yeah, that’s basically it.”