JEDNA KOBIETA – PONTON I JEDNA ZAGADKA JEZYKOWA

Takie weekendy to należałoby SKA SO WAC.
Bo człowiek tylko je i spi. I spi, i je. ŻRE, właściwie, kurna. Przybylo mi około 40 kilogramow. Wygladam i czuje się jak opona od TIR-a.
I chce mi się spac (jesc, na szczescie, już nie).

Oraz mam pytanie dla filologow. I filaretów, oraz Filomeli, gdyby akurat PRZECHODZILA i zechciała wpaść z tragarzami:

– Co to jest DUNDER?

Z powiedzonka ludowego („a niech cie dunder świśnie”) wiemy, ze dunder potrafi świstać, obstawiałabym zatem jakis gatunek niedużego, futrzastego ssaka. Chociaż, cholera wie, może to np. gatunek wierzby albo jakis instrument.

Szkoda, ze Mickiewicz nie napisal nic o dundrze ani nie wcisnął go w jakas epopeje, bo już by go językoznawcy rozgryzli, jak świerzopa czy dzięcielinę (choć mój poglad na te sprawe jest taki, ze kiedy Mickiewiczowi nic nie pasowalo i nie chcialo się rymowac, to tworzyl sobie jakies slowo, a pozniej cale sztaby uczonych z wywieszonymi jęzorami udowadnialy, ze to ludowe określenie koniczyny, uzywane wyłącznie i jedynie w trzech zapadłych wsiach na wschod od Hrubieszowa).

A poza tym, to spac mi się chce, mówiłam już? Mam jakis rzadki przypadek spiaczki afrykańskiej*.

* = nie mylic z leniem pospolitym. To ZUPEŁNIE, ABSOLUTNIE NIE TO SAMO. Wcale. Broń Boże.

I STALO SIĘ

Armageddon – z dawna zapowiadana przeprowadzka, w która sila rzeczy wszyscy już przestali wierzyc, JEDNAK DOSZLA DO SKUTKU.

I TO DOSYC NAGLE, oczywiście, jak to bywa w takich przypadkach.

Ja mam wszystkiego jedno pudlo, spakowane w 3,5 minuty.
Zgłosiłam się zatem na ochotnika do sterczenia przy niszczarce. Nie ukrywam, ze ten rodzaj pracy umysłowej ogromnie mnie pociąga.

Od razu na początku dostałam opierdziel ze ZLE WKLADAM – SKOSEM SIĘ WKLADA a nie prosto. Poprawi. Niech.

Poprawiła.

Teraz przerwe mam, bo pracownicy fizyczni (w odróżnieniu od umysłowych) musza sobie robic przerwy regeneracyjne. Wiec się regeneruje i czekam, kiedy mi zmienia worek, bo ten pierwszy już całkowicie zapchałam tym papierowym makaronem.

Naprawde mam fajna prace. Nie spodziewałam się AZ TAKICH atrakcji.

KOMARY STRASZNE W TYM ROKU

Komary mnie pogryzły w nocy. Mam nadzieje, ze zdechną w mękach.

Normalnie mnie nie gryzą, za kwaśna jestem czy za żylasta – nie wiem tego, ale całkiem mi z tym dobrze. Przylatuje taki komar bowiem i widzi co? Widzi mnie, i widzi N. W oczach komara, jeśli widzi nas jako dwie jadlodajnie, to ja musze wyglądać jak nieduza budka z marnymi hotdogami, a N… N. to dla takiego wygłodniałego komara – jak mniemam – wyglada jak RESTAURAMA na ostatnim pietrze Galerii Mokotow. I taki komar dokonuje logicznego wyboru – zamiast kaleczyc sobie ssawke o moje gnaty i dostac pozniej rozstroju komarzego żołądka od nadmiaru kwasu solnego, normalnie gryzie N. Wszystkie gryzą N. I ja mam spokoj.

Ale N. sobie pojechal w Polskę. A jesc trzeba

No to się zasadzily na mnie.

Pol nocy się oganiałam, nastepnie owinąłem się w kokon z koldry jak mumia i próbowałam spac.

Upierdzielily mnie W CZOŁO oraz pochlały mi DŁONIE. DŁONIE! Od wewnątrz i od zewnatrz!…

No cholery można dostac. Niech on wraca.

TGIF

Ziew. (Przyszlam dzis do pracy w bojówkach – odważyłam się).

Horoskop na dzis:
„Rosną Twoje możliwości. Przyspieszenie wydarzeń. Poprzez aktywność i zdecydowanie znajdziesz ukojenie. Nadrobisz ewentualne opóźnienia. Działaj z radością! Jesteś na mocnej fali pozytywnych energii.”

HAAAAAAAAHAHAHAHAHAH!… Niezle, niezle… az mi lzy poleciały ze smiechu.

Bycie na fali pozytywnych energii polega u mnie na tym, ze przez caly dzien powlocze nogami, a o 21.00 jestem nie do zycia i chce mi się tylko i wyłącznie SPAC. Z RADOŚCIĄ zrobiłabym jedno – udala się z kocykiem do opuszczonej niedźwiedziej gawry i zalegla tam na pare dni.

Ukojenia poprzez aktywność nie skomentuję. Bo i po co mam się wyrazac.

Malo tego: zakupiłam wczoraj herbatę Księdza Klimuszko, która miala mnie postawic na nogi. Zainwestowałam w nią 5,70 i na zasadzie good value for money spodziewałam się efektu w postaci ze 2 orgazmow na kubek.

Po zaparzeniu otrzymałam cos, co wyglądało jak KISIEL Z ALIENA , mialo zapach pieprzu (czarnego pieprzu mielonego) a smak… w smaku lekko przypominalo maliny, a poza tym wodę.

Gwałtownego wzrostu poziomu energii nie odnotowano.

Nic mnie już nie cieszy, oprocz buszowania w księgarniach internetowych.
Kiedy ja to wszystko przeczytam.

RECENZJA

Dla odmiany od topików intelektualnych, zapoznałam się przedwczoraj z arcydzielem pt. „Kiedy mezczyzna kocha kobietę”. Kobieta jest Meg Ryan (wczesna i szczupla), a mezczyzna – Andry Garcia, który jeszcze nie wyglada jak ostatni zul (bo to stary film jest).

Odpowiedz na pytanie zadane w tytule brzmi – ZAWSZE.

Mezczyzna Garcia kocha kobiete Ryan ZAWSZE, pomimo, ze jest ona kompletnie nieodpowiedzialna alkoholiczka. Kocha ja i opiekuje się dziecmi, będąc jednoczesnie dziarskim pilotem podrywanym przez stewardesy. Zrobi dla niej wszystko, w każdym momencie, i ani przez chwile nie przestaje się nia opiekowac, nawet, jak jest kompletnie zalana i rozbija jajka (kurze) na czarnym porsche sąsiada.

REASUMUJĄC:
Film zaliczam do gatunku Scence Fiction.

DZIS POLITYCZNIE

W moim okregu wyborczym wybory do Europarlamentu ograniczaja się do plakatow, naklejonych na dyktę i porozwieszanych, gdzie się da. Na plakatach widnieje jedno tylko oblicze blondwlosego Cezarego Szyjki. Cezary do oblicza ma przyczepiony krawat w bialo czerwone paski (ukośne), a haslo wyborcze ma nadzwyczaj chwytliwe i takie powiedziałabym… refleksyjne. Musi jakis copywriter spędził nad nim kilka bezsennych nocy. Haslo powiazane jest z numerem listy wyborczej (szósta) i brzmi „PAL SZEŚĆ”.

Ciekawe, jak Cezary przetłumaczy swoje haslo kolegom w Europarlamencie (w najgorszej z możliwych wizji przyszłości, oczywiście).

Poza Cezarym i jego krawatem nie zaobserwowałam w moim okręgu aktywności politycznej związanej z wyborami do Europarlamentu.

Aha, i żebym nie zapomniala podziękować panu prezydentowi Warszawy gorąco i serdecznie za rozkopaną i zamknieta arterię główną dojazdową do mojej wsi podwarszawskiej, dzieki czemu od poniedziałku nie tylko się nie wysypiam, bo musze wstawac o nieludzkich godzinach, zeby być w pracy na 8.00, to jeszcze dodatkowo stoję w gigantycznych korkach z sympatycznymi mieszkańcami Warszawy, mającymi w zwyczaju (I CHYBA KURWA W GENACH) zajeżdżanie drogi na skrzyżowaniu po zmianie świateł i skrecanie w lewo z prawego skrajnego pasa. Dziekuje bardzo serdecznie. Niech was szlag trafi wszystkich po kolei. Albo nie! Niech was trafi NARAZ. Będzie lepszy efekt.

ŚLIMAKI PO BURGUNDZKU

Ponieważ mam okrutnego doła, to może powiem wierszyk.

Albo nie! Najpierw powiem, ze teraz wszyscy zakładają butki i biegna do Media Markt, gdzie na poleczce z DVD po promocyjnych cenach leza sobie, jakby nigdy nic, „SAMOTNI”, za 19,90 PLN.

HA!…

Bardzo, ale to bardzo dobry film.
(Oczywiście, o pieknej Hance, w której kochaja się wszystkie chłopaki z całego puebla, czyli normalnie, jak w zyciu.)

N. złowił 4,5 kg szczupaka, w dodatku suczkę – nie wypuścił jej i kazal usmażyć na niedzielny obiad. Zamierzam mu to wypominac do konca zycia.

Wierszyka nie będzie, bo zawinęła mi się rzęsa i nic nie widze na prawe oko; tradycyjnie nie mam zapasowej soczewki.

Zycie jest podłe, podłe, podłe.

PS. Kto chce mi kupic foksteriera na Dzień Dziecka?…