RZECZYWISCIE, CHWILKE MNIE NIE BYLO

I co z tego, ze Krakow, skoro przyjazd o 10.40, wyjazd o 15.05, a pomiedzy – dwa spotkania i galop na zyczenie szanownego Konsultanta Floriańska i przez Rynek. („Market Square, Mariacki Church and altar by Wit Stwosz” – pilchnęłam sobie cichutko pod nosem).

Ach, Krakowianki… Jakies takie STYLOWE te babki w tym Krakowie. Czarne swetry, czarne płaszcze, czarne nieprzeswitujace rajstopy, sznurowane czarne buty na płaskim obcasie. Srebrna bizuteria. Calosc powsciagliwa i robi wrazenie.

A skoro już u Haniuty o OCENIANIU mowa, to bardzo proszę o subiektywna ocene moich gustow literackich i potencjalnego poziomu umyslowego na podstawie zawartosci torby – w te i nazad do Krakowa przejechaly się:
– Pilch
– King (14 opowiadan)
– Rebecca Wells („Wszedzie male oltarzyki”)

Aha, i jeszcze:
DROGA TSZECIO!
Suwak suwakiem, a ja temperatur ujemnych NIE LUBIE i nie zamierzam. Polubic. I tak zawsze mi zimno (pieszczotliwie nazywaja mnie w domu „ZIMNA GLIZDA” – to od temperatury moich palcow). Wiec NIE ZMUSZAJ MNIE, proszę, zebym Ci opisala ZE SZCZEGOLAMI, GDZIE możesz sobie wsadzic wszystkie futrzane kolnierze i w jaki sposób je pozniej stamtad wyciagac.

O – już mi oko lata. Z zimna.

:( , PO STOKROĆ :(

Szklanka na drodze, biale gowno na poboczach, reklamy „KUP! KUP! KUP DO CHOLERY, KUP PODWOJNIE I POTROJNIE – CZWARTE GRATIS”, dom wariatow w pracy – HEJ! Znaki widome na niebie i ziemi, ze SWIETA IDĄ.

Jak ja NIENAWIDZE zimy. Chyba tylko wrony zima mi się podobaja, wiecej NIC. N-I-C.

Ludzie za kierownica – uwazajcie dzis bardzo.

TEST NA PŁEĆ

Rozważmy hipotetycznie następującą sytuacje: znajdujemy się w towarzystwie Osoby, ktorej płci nie znamy. Troche to naciagane, chociaz – w dobie unisex… Zreszta – mialo być HIPOTETYCZNIE, tak? Wiec proszę nie dyskutowac, tylko pomyslec: w jaki sposób, nieinwazyjny, dyskretny a pewny, PRZEKONAĆ SIĘ – na 100% – jakiej nasza Osoba jest płci?…

Proponuje DAĆ OSOBIE DO REKI IMBRYK i niech naleje herbate do filizanki.

Jeśli ROZLEJE, to FACET.
Jeśli NIE ROZLEJE – to babka.

Konstrukcja meskiego nadgarstka nie pozwala mu na nalanie herbaty do filizanki BEZ ROZLEWANIA. Nie i koniec. Co dziwne, np. wino – z butelki, z karafki – rozlewaja bezblednie, z zakreceniem butelka, nie skapnie im nawet kropelka. Herbate natomiast z dzbanka – rozleją zawsze. Chociaz KILKA KROPEL, ale rozleją.

Fakt ten jest znany od stuleci. W lekturach rozmaitych mamy bowiem pana domu, jak doprawia sałatę podaną na stol, jak kraje dziczyzne czy cwiartuje niewinne kurcze – ale HERBATA? Nigdy. Herbate ZAWSZE nalewa kobieta i nie bez przyczyny, proszę sobie wyobrazic pranie tych poplamionych herbatą adamaszkowych obrusów w zimnej wodzie i szarym mydłem.

Aby nasz test się powiódl, dzbanek musi być z tych NIEKAPIĄCYCH, jak bowiem wszyscy wiemy, dzbanki do gorących napojów dziela się na kapiące i niekapiące. Jeśli trafia się taki kapiący, to kobieta natychmiast z niego rezygnuje, np. wstawia do szafki oszklonej (ryzykując, ze regularnie co jakis czas, a przy gosciach NA BANK zostanie zapytana „A dlaczego my nigdy nie pijemy herbaty z tego dzbanka, ty to jestes taki chomik, w ogole tylko bys KUPOWALA i nie uzywasz!”). Dlatego tez NIE JEST to dobry sposób i jeśli tylko dzbanek kapiący nie jest z misnienskiej porcelany, inkrustowany koscia sloniowa, to należy się go z domu POZBYC PRECZ, najlepiej DAĆ MŁODYM. Na pewno w kazdej rodzinie trafi się jakies mlode malzenstwo na dorobku (drugi rok studiow, miesiac po slubie, ona w czwartym miesiacu ciazy)… DAĆ IM DZBANEK!

A jeśli mlodego malzenstwa pod ręką nie mamy, do kapiącego dzbanka nasypmy ziemi i zasadźmy storczyk, pod warunkiem, ze NAPRAWDĘ dziki.

CZYZBY JEDNAK REWOLUCJA?

Dzis o godzinie 7.40 z ranka minelismy TRANSPORTER OPANCERZONY, wesolutko podskakujacy sobie na krzywej jezdni w samym centrum Warszawy.

Najpierw, oczywiscie, obejrzalam go z zachwytem (normalnie Gwiezdne Wojny!), ale kiedy DOTARLO do mnie, co widze, wydarlam sie „TY WEZ! CO TO BYLO!” – i dowiedzialam sie, ze tak, to TRANSPORTER.

O 7.40, w centrum Warszawy.

CZY JA ZNOWU O CZYMS NIE WIEM?

TYLE SŁONI I JEDEN PIJANY KOGUT

Absolutny przebój: wczorajszy reportaż w Trojce o kogucie – pijaku. Cos niesamowitego, jak powiedzialby N. Kogut czatuje pod sklepem na miejscowych pijaczkow, dziobie ich w noge, żeby zwrocic na siebie uwage i pije z nimi wino, nalewane do kapsla. A pozniej wraca urżnięty do domu, wlokąc za sobą skrzydła. Nierzadko zdarza mu się zlegnąć pod krzakiem, ale miejscowi wiedzą, kto on jest, i nie ruszą drania. Do dzis mnie boli brzuch ze smiechu.

Pozniej nie było mi już tak do smiechu, bo ogladalismy wypozyczony ARCYDZIEŁ „Pocalunek smoka”. Wszystko przez to, ze jako reżyser podpisal się Luc Besson. Przez pierwsze 20 minut niecierpliwie czekalam na objawienie, who is the bad guy, bo to nie wynikalo wprost – niestety, okazalo się, ze mój ulubieniec Tcheky Karyo. A szkoda, bo mi osobiscie podoba się on bardzo. Przez reszte filmu jeden nieduzy Chinczyk strasznie wszystkich naparzał i kłuł szpilkami, w miedzyczasie zszywajac swe rany igla i nitka na okretke. Na koniec, jak już rozwalil wszystkich SKO RUM PO WA NYCH (oczywiście, no jakzeby inaczej!) PO LI CJAN TOW w Paryzu, to wbil Tcheky jedna szpilke w szyje, od czego Tcheky ZMARL w meczarniach, a nieduzy Chinczyk – nie, pomimo, ze to on miał przestrzelone na wylot pluco. Dorzucam do tego gratis jedna nawrocona prostytutke, żeby obraz był pelen.

No panie Besson, naprawde…

No dobrze, a teraz do pracy ze spiewem na ustach:

Tyle słoni w całym miescie,
Nie widziales tego jeszcze – popatrz, o popatrz!
Spacerują ulicami,
Obejmuja się trąbami – popatrz, o popatrz!…

BADZMY DOBRZY DLA FOCZEK

N. z rana odsadzil na swiatlach wytuningowane cinquecento z numerem startowym 29 i informacja na tylnej szybie, ze kierowca ma grupe krwi Rh+. Jest bardzo z tego zadowolony.

A ja znowu się czuje GORSZA.

Bo np. wczoraj wyszlo na jaw, ze zrobilam pranie bez płynu do prania. Zapomnialam wlozyc do pralki. Nie dosc, ze zapomnialam wlac plyn, to jeszcze przy wyjmowaniu prania zwykle wylawiam z pralki siedemnascie meskich skarpetek, KAZDA INNA.

Od razu ogarnely mnie watpliwosci: czy ja się nadaje na MATKE, ZONE I KOCHANKE?

Nie wyobrazam sobie wychowywania dzieci. Dziecka, badzmy uczciwi – z moja odpornoscia na fizyczny bol i zmeczenie JEDNO to już będzie WYCZYN, a i to będę musiala być CIEZKO PIJANA, żeby dac się namowic. Jedynym obrazem, który mi się pojawia w glowie po uruchomieniu mysli „MIEĆ DZIECKO” jest duza, pulsujaca szklanka wódki z lodem i bitter lemon. Dla mnie, oczywiście.

Obawiam się, ze moje potencjalne dziecko byloby ciagle przyprowadzane przez sąsiadów albo policje („To pani? Jadło glizdy z trawnika na rogu”) z uwagi na moje sklonnosci do pograzania się w lekturze (i internecie). Poza tym, dziecko – jak wyrok sądowy – wlecze się za czlowiekiem PRZEZ CAŁE ŻYCIE. Najpierw – przez pierwsze pięć lat – nie daje przespac spokojnie ani jednej nocy, a pozniej – przez następne czterdziesci – opowiada o nas swojemu psychoanalitykowi. Ufa obcym, daje się porywać, wywleka przy dalszej rodzinie szczegóły pozycia („A TATOOOOOOO powiedzial do mamusi ze kiedys nie była taka tlusta krowa”), denerwuje psy i zjada metry żelkowych węży oraz każde inne paskudztwo, pod warunkiem, ze jest ufarbowane rakotwórczymi barwnikami na turkusowo lub amarantowo.

Tyle jest ciekawszych zajec – co wszyscy z tymi dziecmi?…

PS. Filip twierdzi, ze pretorianie byli ciezkimi kretynami.

PSPS. Dzis w promocji – FOCZKI – te same, które dostalam od N.

Z ZYCIA FEMINISTKI WOJUJĄCEJ

Dostalam maila od takiego jednego, co kiedys się do niego zalecalam, a on nic. Nie zebym od razu go chciala zaprzysiegac przed oltarzem czy cos, wiec mogl nie być taki drewniak. Ale był! I co, i mysli ze po paru latach ja tak normalnie, zwyczajnie mu PRZEBACZE, tak? Uuuuuuu…

Napisal maila, którego można strescic tak: „CZESC! CO U CIEBIE SLYCHAC?”.

No to – po skonsultowaniu się z Konsultantkami Personalnymi – odpisalam mu:

„CZESC! Co u mnie? Chyba nic ciekawego. Przeprowadzilam się do przyjaciolki i zamierzamy ubiegac się o adopcje dziecka. Naprawde – nareszcie czuje, ze realizuje i samookreslam. Wieczorami, po pracy, tancze w srebrnej klatce w klubach dla homoseksualistow”.

Za inspiracje dziekuje Konsultantkom w osobach: Haniuta, Tszecia, So-so.

I PAMIETAJCIE: FACET – TWÓJ WROG!